fbpx

I KNOW YOU KNOW I LOVE

WAKACJE

Nie jest to żadne odkrycie. Każdy lubi wakacje. Każdy lubi spokój. Każdy lubi zapomnieć, że na 8 godzin musi się gdzieś stawić i robić coś, co… powiedzmy do końca nie jest jego marzeniem. Dobra. Prawie każdy. My na pewno.

Więc wakacje.

Odkąd miłość do fotografii znalazła się wśród priorytetów (pamiętajcie, sen jest zawsze pierwszy. I wata cukrowa), aparat towarzyszy mi i nam w większości podróży. Przynajmniej w każdej dalszej podróży. I zanim wam powiem, że nasze wakacje w połowie są już za nami, to opowiem wam czego się nauczyłam.

Anegdotka (piękne słowo) z naszego pierwszego wspólnego wyjazdu z Dominikiem. Praga. Piękna, przepiękna Praga. I jeszcze piękniejszy weekend majowy.

Błędy, które popełniłam: (Za chwilę wam powiem czemu były to błędy)

1. Wyjazd w weekend majowy – każdy wie, że w Pradze są tłumy. Zawsze. Zawsze. Zawsze. Ludź na ludziu, że tak to określę. A weekend majowy… Możecie sobie tylko wyobrazić… (NIGDY WTEDY NIE JEDŹCIE DO PRAGI- chyba, że tak jak my, będziecie ją zwiedzać o wschodzie słońca. Bo wtedy jest ładne światło. I mało ludzi. Mniej w każdym razie. Więc Praga, nie w wakacje. Nie w weekend majowy, i nie w…. już sami łapiecie, nie?)

2. Jechaliśmy pociągiem ( tu w zasadzie nie ma żadnej historii szczególnej, i sam wybór środka lokomocji nie był błędem. Podróż od punktu A do punktu B, spokojnie; lepszą historię ma  mama, która nas wtedy odwoziła, i zawisła samochodem na podjeździe pewnego Czecha). W każdym razie jechaliśmy pociągiem, na 3 dni, więc wszystkie rzeczy miałam przy sobie-na sobie.

3. Zabrałam ze sobą pierwszą miłość. KIEVka. (No i Dominika. Ale on szedł sam. Na swoich nogach)

A teraz wam to wytłumaczę w skrócie. Takie sedno: Chodziliśmy cały czas (bo chcieliśmy zwiedzić w te 3 dni jak najwięcej). Na nogach. Nóżkach. Przy upałach. Przeciskając się w tym tłumie (pamiętacie-weekend majowy). I KIEVek… Ciężkie wielkie bydle. Na filmy. Więc w torbie jeszcze filmy. I aparat. Ciężki. Wielki. Bydle.

I powiem wam tylko jedno- warto było!

Aparaty analogowe są…. Są niesamowite. Są mało wygodne. Mało praktyczne (na filmie w średnim formacie zrobimy tylko 12 zdjęć). I niemodne.

Ale z duszą!

Czego się o sobie dowiedziała? Że nie lubię nosić na sobie za dużo. Że mnie to męczy, bo jednak jestem człowiekiem wygodnym, że marudzę, jak jestem zmęczona, i cokolwiek mi nie pasuje. Że mi się od tego nie chce.  Że mnie bolą plecy, jak chodzę taka poobwieszana. Czego mnie to nauczyło? Żeby na takie wyjazdy zabierać wygodną cyfrę. Która się potem i tak okazuje mało wygodna! I potem żałuję, że nie mam analoga. Takiej mojej np. Yashici…. Cóż. Pokrętne te nauki podróżnicze, nie? Jedno wiem – mniej znaczy lepiej! Prawie zawsze.

A teraz wam powiem, że wakacyjnie planujemy jeszcze jeden wyjazd ( i nie potrafimy się zdecydować). Chyba że wygramy w totolotka – wtedy jedziemy… WSZĘDZIE. Dominik upiera się, żeby to była…. (A opowiem następnym razem!)

Teraz dodatek. U Dominika na blogu są zdjęcia z Londynu! Sprawne oko wypatrzy tam i mnie. Na tych zdjęciach z duszą 😉

Ale najpierw zdjęcie z Londynu. Cyfrowe. Od Nikodema! Jeszcze raz dziękujemy! (Widzicie jak ja się szczerzę? To jest właśnie jedno z odpowiedzi, dlaczego jestem po tej stronie aparatu!)

1111

Dominikowy blog i moje ulubione DINOŻARŁY

PS. jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Londynie. Dinożarły. Miejsce w którym mimo tłumów można znaleźć ciszę i spokój. No i sam budynek! Cudo! A dinożarły? Cóż. Ciekawiej wam o nich opowiem Ross Geller.

Zdjęcie Rossa z Przyjaciół, a Dinozaur na dole od Dominika

Część pierwsza, druga i trzecia- aparat Bessa :

Holga:

http://mente-et-malleo.blogspot.com/2013/06/przerywnik-czyli-troche-pamiatkowych_3589.html

http://mente-et-malleo.blogspot.com/2013/06/przerywnik-czyli-troche-pamiatkowych_3286.html

Pin It on Pinterest

Share This
error: