Co jakiś czas obiecuję sobie, że więcej będę Wam pokazywała tej codzienności, a w niej, np. proste przepisy. I zwykle coś staje mi na przeszkodzie – albo mam pyszne jedzenie, ale nie miałam światła, żeby zrobić dobre zdjęcie, albo nie mam ładnego naczynia, dodatków, żywych kwiatów. Albo coś jeszcze. Albo coś jeszcze albo coś coś coś …

Spokojnie! Nie zamieniam bloga, na blog kulinarny. Ale proste i smaczne przepisy, zagoszczą tu, razem z ładnymi zdjęciami. I chociaż dalej nie mam stołu i ściany, o której marzę, a wygląd naczyń jest bardzo przypadkowy …. przestaję szukać wymówek.

Dlatego, na instagramie zobaczycie kilka pięknych „potraw”. Śniadania, przekąski, obiady. I nie robię tego dla Was, tylko cóż … dla siebie …. Bo chcę pamiętać, że potrafię zrobić ładne jedzenie, które prócz wyglądu jest jeszcze smaczne! A niestety lista „czego nie je judyta” jest ekstremalnie długa, dlatego jeśli coś jem, znaczy, że pewno będzie to smakowało większości!

 

Składniki na trzy kubeczki
nasionka chia – 4 duże łyżki (nasionka muszą mieć czas by zgęstnieć, nie trzeba ich bardzo dużo)

mleko roślinne – odmierzyłam 3 kubeczki (te, z których później jadłam śniadanie)
+ szczypta cukru

dla koloru: sproszkowany burak i chlorella (po płaskiej łyżeczce),

Dodatki:
u mnie: wiórki kokosowe, skrojone banany i domowa granola.

Sposób wykonania:
Mieszacie 2 łyżki nasionek chia z mlekiem ( (i odrobinką cukru) – roztrzepcie widelcem, żeby wszystko się ładnie połączyło. Dla koloru i zdrowotności, w jednym kubeczku wymieszałam dodatkowo sproszkowany burak, a w drugim proszek chlorellę. Odstawiłam wszystko do lodówki na noc. Rano przełożyłam do nowego kubeczka. A warstwy oddzieliłam pokrojonym bananem i wiórkami kokosowymi. Na górę wrzuciłam granolę i resztę owoców. Smacznego!

PODPOWIEDZI: Sproszkowany burak i chlorella – to dodatek. Od kiedy nie jem mięsa (a od jakiegoś czasu, w większości moja dieta jest wegańska), próbuję różnych nowości. Mają właściwości zdrowotne i kolorystyczne. Zwyczajnie możecie to pominąć. Wyjdzie wam tak samo, tylko bez koloru.

Nasionka trzeba bardzo mocno roztrzepać – albo widelcem, albo mieszadełkiem. Mieszadełkiem jest najłatwiej, bo pomaga stworzyć wir, i piankę na górze – a to dla mnie najlepszy znak, że wszystko pięknie spęcznieje do rana!

Dodaję szczyptę cukru, bo lubię. Dobrze działa mi na psychikę. Mleko – najczęściej migdałowe, albo ryżowe. Na zwykłym też Wam wyjdzie pyszne.

Jako dodatki, pięknie komponują się wszystkie musy i dżemy, owoce, orzechy i czekolada 🙂

A poniżej zdjęcie z banalnym przepisem! Voilà:

 

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This