Zapamiętać na przyszłość : w sezonie ślubnym nie robić dodatkowych sesji! A jak się pojawi wolny dzień, to wykorzystać go na leżenie do góry brzuchem i jedzenie borówek prosto z krzaka.

Cóż, jestem pewna, że o tym zapomnę, i jak tylko znów pojawi się okazja współpracy z fajnymi dziewczynami, to zrobię wszystko, żeby z niej skorzystać.

Początek tej historii jest banalny. Miałam w głowie kadry. Skąpane w późnym letnim słońcu. Lekkie. Bose. Zwiewne. Nie spieszne. Taka  Panna Młoda, która niczego nie musi. Na luzie. Na spokojnie.

Jeszcze dzień przed sesją w prognozie było słońce. Zgubiło się gdzieś między makijażem i fryzurą a odbiorem bukietu. Tak po cichutku, zaszło za chmury, z których późnej uderzył deszcz, a niebo przecinały pioruny.

Emilka nawet żartowała, że mogłabym zrobić sesję w burzy, ale jeśli mnie znacie choć trochę, to wiecie, że w kwestii burzy, to ja jestem cykor #1 i jak tylko coś tam gdzieś burczy po niebie, to ja dziękuję, nie czekam, uciekam. Adrenaliny mi w życiu wystarcza a burzy z piorunami – nawet jeśli to mogłyby być zdjęcia mojego życia – podziękuję.

W ogóle, wszystkie znaki na niebie wskazywały, żeby tej sesji nie robić w tym terminie, bo w zasadzie nikomu nic nie pasowało. Ale nauczyłam się, że jeśli czuję dobrą formę, i lecę do góry, to z tego korzystam, bo mogę.

W tym wszystkim poratowała mnie Emilka, bo w sezonie wakacyjno-urlopowym na szybko znaleźć kogoś, kto miałby możliwość pozowania, wcale nie było tak łatwo.

Więc tę sesję zawdzięczam dziewczynom. Natalii, która oprócz czaderskiego makijażu (zresztą, jeśli jeszcze nie znacie Natalii i tego jak potrafi czarować – to szybko musicie to nadrobić!) dla Emilii i upięcia (które sobie wymarzyłam do tej sesji, a Natalia je wyczarowała) załatwiła też tę piękną szaro – beżowo – pudrową sukienkę ślubną do zdjęć. I inne dodatki! No i Anita, która jeśli chodzi o florystyczne sprawy, dobrze mnie rozumie, i nie wścieka się, kiedy widząc gotowy bukiet pytam, czy mogłaby wprowadzić do niego nieco nieładu. I w szale twórczym, pomiędzy tworzeniem innych bukietów, jedną ręką, bardziej od niechcenia, zmienia dodatki w bukiecie, i ja już jestem przeszczęśliwa. Bo tworzy bukiety, które się dobrze fotografuje i po moim telefonicznym opisie, zawsze na koniec mówi, że już wie o co mi chodzi.

Całości dopełniły wstążki od Alicji, których użyłam w bukiecie. Mam nadzieję, że nawet na zdjęciach widać różnicę między wstążkami, takimi zwykłymi, a tymi jedwabnymi, pięknie powiewającymi na wietrze. Ja jestem w nich zakochana!

I tak, sukienka nie była na miarę, pogoda była bardziej niż fatalna, bo zamiast słońca nadchodziła burza z piorunami, wiało – i to nie jakimiś powiewami, tylko targało głowę i włosy, nie miałyśmy czasu dotrzeć w inne miejsce sesji, całość trwała 27 minut, włącznie z kilkuminutowym siedzeniem w samochodzie i przeczekiwaniem pierwszego deszczu, a kamery, którą chciałam nagrać kilka ujęć, nawet nie wyciągnęłam z torby. Obiektyw zmieniłam tylko 2 razy, nie wyciągnęłam dodatków z samochodu i nie zdążyłyśmy zmienić kolczyków …

Łapała mnie frustracja, bo w głowie wszystko widziałam inaczej. Chciałam się ten jeden raz nie spieszyć, nie myśleć o kadrach, które powinnam złapać, chciałam to zrobić dla siebie …. no i to słońce, o którym tak marzyłam.I dziewczyny się napracowały, a mnie nadciągały chmury, zaczynało kropić, i zrobiło się ciemno jak by to już prawie była noc. Frustracja jak nic, bo wszystko szło w złą stronę.

Bo wszystko było inaczej niż w głowie. Na dzień dobry.

Na szczęście życie mnie już nauczyło, że to, że było inaczej, nie znaczy, że gorzej. Albo, że to koniec. Bo z tą dziewczyną, o cudownym uśmiechu i szczerych oczach bawiłam się, próbując zdążyć przed burzą, najlepiej na świecie. I chociaż gubiłam język, bo nie nadążał wypowiadać tego co miałam w głowie, mam kadry, które kocham każdą częścią siebie.

Odpuściłam. Po pierwszych kadrach, kiedy do mnie dotarło, że słońca nie będzie. I że wiatr, który potargał piękne loki z przodu, przestaje czasem dmuchać na kilka sekund, i udaje mi się wtedy zrobić zdjęcie, na którym nie ma włosów na twarzy. Rozjaśnione niebo wcale nie wygląda tak groźnie, ziemia pod nogami wygląda prawie jak piasek, a brak słońca zastąpiły roześmiane oczy. Nie zrobiłam wszystkiego, co chciałam, ale zrobiłam wszystko, co mogłam, i wtedy dałam radę. I z największą radością mogę się z Wami podzielić tą sesją.

Bosa panna młoda, w tiulowej sukni ślubnej. Naturalnie. Prosto. Dziewczęco. Lekko. Dokładnie tak, jak chciałam!

Dziękuję dziewczyny!

Pozuje: Emilka
Makijaż + upięcie – Natalia
Bukiet – Anita z Centrum Florystyczno-ślubnego Inspiracja z Radlina
Wstążki – Alicja z Shy Ribbons

Wszystkie dziewczyny znajdziecie też na instagramie, wskakujcie, jeśli chcecie być na bieżąco : natalia, anita, alicja, judyta

 

Muzykę tutaj zapewniła burza. Ciekawe, czy ktokolwiek z Was kiedykolwiek tańczył do grzmotów. My już tak!

       

Z wszystkich wyzwań tego popołudnia, najciężej opanować było wiatr, który rozdmuchiwał wszystko, na wszystkie strony.

Pin It on Pinterest

Share This