W grudniu funkcjonowaliśmy w zupełnie innej rzeczywistości. Mieliśmy dwie stałe prace, wynajmowane mieszkanie, dwa kot, i lekko zakreślone plany wakacyjne. I właśnie wtedy zdecydowałam, że to doskonały pomysł, żeby zrealizować jedno z moich marzeń. Nawet nie tylko jedno, a dwa. Kupiłam więc bilety do Paryża i zapytałam, czy mama poleci ze mną. Oczywiście stawiałam kilka warunków (w tym ten, że to ona płaci za jedzenie), ale na szczęście się zgodziła.

Potem przyszły dwa bardzo szalone i niespodziewane miesiące: styczeń i luty, i nagle znaleźliśmy się w zupełnie innej rzeczywistości, na szczęście dalej z dwójką kotów. Z mieszkania w wielkości 35m2, trafiliśmy do domu. I rozpoczęliśmy (mamy nadzieję, że to nie będzie „never ending story”) remont/drobne zmiany = które trwają aż do teraz. I będą trwały jeszcze jakiś czas. A do drobnych zmian w domu (malowanie ścian, zmiany w łazience-które możecie zobaczyć tutaj), doszły nam zmiany konieczne- jak np. kopanie studni (co jest czynnością ciągle przed nami). 

Ale w grudniu tego wszystkiego przewidzieć nie mogłam, dlatego spokojnie mogłam myśleć o  kilku dniach w Paryżu.

Do Paryża czuję jedną wielką miłość. I nawet paskudnie mała ilość dostępnych toalet (tylko mi nie piszcie, że to nie jest jedna z ważniejszych pozycji, jeśli zwiedzacie obce miasto)!, i unoszący się w zakamarkach (chociaż tutaj mama powie, że wszędzie), zapach sików nie jest w stanie tego zniszczyć. Na chwilę osłabia, ale nie niszczy.

To miasto ma swój rytm, swoją aurę, i swój kolor. Wypchane jest historią, i swoistą aurą. Nie wiem, czy to miasto, które się komuś może nie podobać. Ale rozumiem, że komuś wystarczy być tam tylko raz.

Jeśli tylko macie ochotę zobaczyć najpiękniejsze na świecie kamienice, Paryż Was zachwyci. Ja/My na szczęście mamy miejsce, które oswajamy, i w którym czujemy się najlepiej – ale gwar Paryża stanowił ciekawą odskocznię od codzienności.

Po zaliczeniu części „absolutnie koniecznych miejsc”, najchętniej resetuję się skręcając w ulicę w bok i oddalając od nurtu turystów. Tak najbardziej lubimy zwiedzać (ja+d), – i taką wersję zafundowałam też mamie 😉

Dzisiaj podrzucam wam garść przydatnych informacji, bo Paryż jest piękny, i ja wiem doskonale, że (jak tylko życie pozwoli), wyląduję w nim kolejny raz! Jeśli ktoś mnie chce zabrać za przewodnika – obiecuję, że zrobię mu też ładne zdjęcia. Tak rozszerzam ofertę 😉

 

Garść informacji, które mogą się wam przydać, jeśli organizujecie wyjazd na własną rękę (a takie są dla nas absolutnie najlepszą opcją).

Lot – w lotach niestety Wam nie pomogę za bardzo (bo o tym jak wyszukiwać tanich lotów podpowiedzi jest pełno). Ja, wiedziona impulsem grudnia, kupiłam bilety w Ryanair (pół roku wyprzedzenia), za stosunkowo niską cenę Kraków-Paryż Beauvais-Kraków (trochę ponad 500zł)

Pamiętajcie, że to lotnisko jest oddalone jakieś 1.5h drogi od centrum Paryża, i do kosztów musicie doliczyć także dojazd (od 13-20EUR). Najlepszy i najfajniejszy kontakt był z DOJAZDDOPARYZA.PL niestety, mogliśmy skorzystać z ich usług tylko w drodze powrotnej – więc jeśli tylko zabukujecie lot i mieszkanie – zarezerwujcie też dojazd i powrót (ja zrobiłam to trochę za późno). Osoby, z którą przyjechaliśmy do Paryża wam nie polecę, bo na lotnisku się okazało, że jedna firma, nas przekazała drugiej – droższej …. Sytuacja zupełnie banalna, bo różne rzeczy się dzieją, ale, gdyby nas o tym poinformowano chociażby mailowo czy smsowo, wszystko było by zupełnie inne. Ja niespodzianek nie lubię. Plus taki, że przewoźnik i tak był tańszy niż oferowany transport z lotniska …. ale niesmak pozostał. A dojazd powrotny z panem Grzegorzem był bardzo przyjemny, i jak na szalony uliczny paryski ruch, też bardzo bezpieczny.

Wracając do grudnia – najpierw kupiłam bilety na samolot, i w tym samym czasie znalazłam też mieszkanie. Było w 2 strefie, małe, ale z pięknym widokiem na kamienice i blisko wszystkich ważnych punktów- bo w grudniu założyłam, że najwięcej to my pozwiedzamy na nogach. Jak zawsze korzystałam z airbnb (do tej pory 9 razy) – i jak to tej pory nigdy nie miałam żadnych problemów. I teraz taka drobnostka.

W grudniu miałyśmy zupełnie inne mieszkanie – za niższą cenę (poniżej 2 tys na 5 nocy), w zupełnie innym miejscu (2 strefa!). Ale na 4 tygodnie przed wylotem, dostałam wiadomość z portalu, że niestety gospodarz nie może nas z powodów osobistych gościć w tym czasie. (Zwrot pieniędzy nastąpił od razu następnego dnia). Ale, szukanie mieszkania w Paryżu z półrocznym wyprzedzeniem,a szukanie mieszkania w maju bardzo się różni. Głównie ceną i odległością. Wybór był już zdecydowanie bardziej ograniczony i droższy. Wylądowałyśmy z mamą sporo dalej, ale na mieszkanie marudzić też nie będziemy – szczególnie, że jest to przestrzeń, w której spędziłyśmy dosyć małą ilość czasu 🙂 Mieszkanie było czyste, bardzo dobrze wyposażone (oprócz ostrego noża), i znajdowało się blisko metra. A jak się ląduję gdzieś dalej – to jest to w zwiedzaniu Paryża szalenie ważne, nawet jeśli lubicie chodzić!

Jak mieszkacie daleko od centrum, i chcecie zobaczyć więcej Paryża niż tylko okolice Luwru i wieży – kupujecie bilety do metra i świat/Paryż stoi przed wami otworem. Koszt karnetu, na 10 biletów, to aktualnie 14,90 EUR. Wszystko możecie sprawdzić na stronie RATP i wybrać opcję, najbardziej dla Was dopasowaną (w zależności ile macie czasu, co będziecie robić i gdzie mieszkacie). Bilety kupicie chyba na każdej stacji metra, korzystając z automatów.

My mamy Paryż w nogach. Ale metro, przyszło nam z ratunkiem, kiedy zaczęło padać i kiedy po prostu chciałyśmy się przemieścić z jednego krańca na drugi.

Jedzenie. Ja wiem, że dla wielu z Was, to kluczowy sposób zwiedzania i poznawania miasta. Ale tutaj, niestety raczej nie będę pomocna. Po pierwsze jestem wegetarianką i bazuję na produktach roślinnych. Po drugie, podczas poprzedniego pobytu w Paryżu sprawdziłam kilka topowych i polecanych jedzeniowych rzeczy, jak np. makaroniki z Laduree. I jak mi coś nie smakowało, a do tego było drogie … to ja drugi raz już nie mam ochoty spróbować. Ps. Makaroniki Laudree są drogie – kto twierdzi że najpyszniejsze na świecie …. no cóż. Na pewno są drogie, i ładnie zapakowane. A ze smakiem … Tańsze smakują mi dużo bardziej – ale to także może być kwestia mojego prostego podniebienia 😀

Za to, z największą przyjemnością sięgnęłam po ukochaną BEZĘ, czyli Meringue, i to jak zawsze było doskonałe – niezależnie gdzie kupuję! Po trzecie, jeśli chodzi o jedzenie, to ja na wyjazdach jem rzeczy sprawdzone, i ciężko mnie namówić na kosztowanie nowych potraw albo smaków. A frytki są wszędzie dobre.

My podczas tego pobytu postawiłyśmy na typowy francuski przysmak: bagietki i dżemy (to też mogę jeść bez ograniczeń), a ten najlepsze są w sklepach, w których zakupy robią zwykli mieszkańcy 🙂 No i bagietki paryskie 10/10 za każdym razem.

 

Jedno z moich ulubionych zdjęć z Paryża 😀

Dobra, żartowałam, mam też takie.

Klasyczny Paryż, co nie?     Ten chłopczyk i ten batman! Ja nam wszystkim życzę takiej radości, kiedy ktoś nam robi zdjęcia 😀

W następnym wpisie opowiem Wam o kilku fajnych miejscach, których jednak trochę trzeba poszukać 🙂 O tym, co musicie zobaczyć, a co możecie sobie ominąć uliczką obok 😉

Zerknijcie tu w przyszłym tygodniu!

Pin It on Pinterest

Share This