Nie jest tak łatwo odsłaniać publicznie wszystkie karty. Ba! Ja publicznych wystąpień nie trawię, ale czasami człowiek po prostu musi, i nie ma wyboru. Tutaj wybór mam, ale zdecydowałam, że jednak chcę. Dlatego za chwilę zdradzę Wam moje drobne sekreciki. Ta daaaam. Uprzedzając ewentualne rozczarowanie. Nie będzie wielkiego BUM!  Bo to tylko patent na moją edycję. Ale od początku!

Na zdjęciach poniżej (uwaga, uwaga, to najbardziej profesjonalne printscreeny, jakie wykonałam w moim ostatnim czasie, zapisane w…….. paincie !) Okej, jeśli po tym zdaniu dalej macie ochotę czytać ten wpis, szacuneczek! I dziękuję Wam!

Więc. Na zdjęciach poniżej zobaczycie moją  edycję PRZED i PO. Mam nadzieję, że komuś z Was się to jakoś przyda- dokładnie tak jak mnie przydają się takie posty u innych fotografów.Po co Wam to pokazuję? Bo ja ciągle o tej naturalności i prostocie piszę, i tutaj zobaczycie to jak na dłoni – moja edycja jest prosta. Jest naturalna. I efekt, jest taki, jaki lubię, i jaki mi się podoba!

Ale tak tak! Te sekreciki …. Magiczne triki. Guziczki, które zmieniają wszystko.

Chcielibyśmy, co? Najlepiej taki jeden maleńki guzik, po naciśnięciu którego zdjęcie wygląda dokładnie tak, jak oczekiwaliśmy. Jak widzieliśmy to w głowie (my fotografujący). Bo (tak się nie zaczyna zdania) niestety, często jest tak, że oczy widzą co innego, a na ekranie naszego aparatu, czy komputera, to wszystko wygląda nieco inaczej. Słabiej. Gorzej. I wtedy, ten jeden guziczek …

To teraz powiem wam prawdę. Gotowi? Raz, daw, trzy …

nie mam jednego guziczka. Mam ich kilkanaście. I nazywają się TA DAM: suwaczki lightrooma

Ale od początku.

Na pierwszym zdjęciu z programu Adobe Lightroom, zobaczycie zdjęcie SOOC czyli: Straight Out Of the Camera. (Rozszyfrowanie tego skrótu kilka lat temu zajmowało mi głowę, więc jeśli komuś może się to kiedyś przydać – proszę bardzo!). Więc zdjęcie prosto z aparatu wygląda tak jak to zdjęcie na dole (albo na górze, ale jego dolna część)

Parametry: aparat Canon EOS 5D Mark IV, ISO: 200, przysłona: f/ 2,8  czas; 1/250 sec, obiektyw: 85mm, Z balansem bieli to ja mam różnie. Często zdarza mi się zostawiać to w automacie i pewno tutaj było podobnie.

Całą edycję wykonuję prawie w 100% w Adobe Lightroom, który absolutnie uwielbiam. Największy plus programu: możliwość wracania do każdego suwaczka w dowolnej chwili – i to jest w mojej edycji absolutnie kluczowe!

Zanim zobaczycie moją edycję, chcę Wam przypomnieć, że to moja propozycja edycji moich zdjęć. Podkreślam Wam to, bo to nie jest poradnik, jak edytować zdjęcia. Ale to mój sposób, na osiągnięcie efektów, które mi się podobają najbardziej.

W Adobe Lightroom edytuję od kilku lat, i przeszłam już wiele. Miałam taki moment, w którym uważałam, że moje życie zmieni się, jeśli zdobędę do niego różne akcje i presety. Że to właśnie to, czego potrzebuję. Oczywiście, okazało się, że przynajmniej w moim przypadku, te presety się po prostu nie sprawdzają. Może nie trafiłam na swój ideał, albo jednak jestem zbyt wybredna? Nie wiem, ale doszłam do tego, że te małe suwaczki, lubią być właśnie przesuwane, tak troszkę, i po mojemu: czasem mocniej, czasem słabiej, w zależności od materiału wyjściowego. Ale już Wam tłumaczę, jak przesuwam suwaczki JA.

SOOC:

Co się pierwsze rzuca w oczy? Krzywość i ciemność, nie? Więc to najpierw wyprostujemy i trochę rozjaśnimy –  na ekspozycji +61 (zwiększyłam chwilę później do +67)

Jak już naprawiłam swoją krótką jedną nogę i krzywość, (która wprowadza mnie w największą irytację podczas edycji), zaczynamy dzióbanie! Pokażę Wam moją kolejność, bo nie poruszam się zgodnie z kolejnością ułożenia tych suwaczków w programie, tylko troszeczkę skaczę. I bardzo się to u mnie sprawdza.

Więc moja kolejność – czyli jak lubię najbardziej te swoje suwaczki przesuwać

1. Ekspozycja (możecie się domyślić, że prawie zawsze idzie do góry!), 2. Balans bieli (lubię ciepłe zdjęcia – więc w zależności jak wygląda zdjęcie, ustawiam balans bieli tak, żeby mi pasował – a wyznacznikiem dla mnie jest zawsze skóra na buzi modeli), Bardzo często do balansu bieli jeszcze wracam chwilę później, szczególnie kiedy dotykam kontrastu. 3. Rozjaśniam cienie (Shadows), 4. Przyciemniam światła (highlights). Wszystko dzieje się w tym pierwszym panelu BASIC z Lightroomie.

Wyjaśnienie  – przyciemniam, czyli suwakiem w lewo a na wykresie przed cyfrą pokazuje się „-„. Rozjaśniam – czyli suwaczek idzie w prawo od zera, a przed wartością pokazuje się „+”.

Więc te 4 guziczki, to takie moje „must have” na dzień dobry. A później, w zależności od oczekiwanego efektu najczęściej, moja edycja idzie w dwóch kierunkach:

5. Rozjaśniam biele (Whites) i 6. przyciemniam czernie (Blacks) 7. Wracam do kontrastu i w zależności albo go zwiększam, albo zmniejszam – tutaj zwiększyłam do +28

Na dwóch zdjęciach poniżej, zobaczycie największe różnice w kontraście: rozjaśnienie bieli, przyciemnienie czerni i zwiększeni kontrastu – dodało mi większego kontrastu (masło maślane). Zobaczycie różnice na 2 poniższych zdjęciach:

Ja zdecydowanie lubię raczej delikatny kontrast: dlatego w drugiej wersji, która pasowała mi tutaj bardziej: 5.biele (whites) leciutko przyciemniam, a 6. czernie rozjaśniam. 7. Kontrast, żeby zdjęcie nie było płaskie, zwiększyłam do +37

To ta część edycji, w której skupiam się najpierw na jasności zdjęcia, w tym panelu Basic. Najczęściej tutaj przejrzystości (clarity), nasycenia (w postaci Vibrance i Saturation) zwykle nie używam w ogóle. Jeśli jednak zaczynacie ruszać te suwaki, uważajcie na buzię (suwak Vibrance mniej oddziaływuje na skórę buzi, ale i tak łatwo przegiąć, a Saturation, to już w ogóle) Polecam ruszanie suwakami na odpowiednich kolorach – efekt jest dużo bardziej naturalny)

Na sam koniec, ruszam suwaczkami związanymi z kolorami. Tutaj wszystko jest już zależne od tego jakie tony dominują na zdjęciu, jaki kolor chcę wzmocnić, a jaki ewentualnie ostudzić.

Na zdjęciu z przykładu, przy suwakach z kolorami: obniżam nasycenie żółci i zieleni (drzewa z tyłu) i wzmacniam nasycenie niebieskiego garnituru Pana Młodego. Na zdjęciu poniżej najbardziej w oczy rzucają się żółcie w tle. Tutaj, przesuwając suwaczki, musicie bardzo uważać na kolor buzi. Chyba, że podobają się Wam zdjęcia bardziej filmowe, wtedy możecie bardziej szaleć z edycja.

Ja filmowe zdjęcia uwielbiam, ale właśnie kolor buzi, to coś, czego znieść nie mogę. Może dlatego, że pomarańczowy to ja toleruję tylko w przypadku mandarynek i pomarańczy? Ale, to pamiętajcie moje osobiste tylko odczucia. Dlatego filmowa edycja, bliska memu sercu (filmowa w sensie z ziarnem i z filmu-kliszy), jednak nie najbliższa, bo w tej jaśniejszej czuję się po prostu dobrze.

Z rzeczy, których Wam nie pokazałam: korekcja obiektywu, wyostrzenie – zostawiam takie, jakie podpowiada mi Lightroom.

I to w sumie tyle. W zależności od zdjęcia suwaki przesuwają się czasem słabiej, czasem mocniej. Ale jak widzicie, nie ma tu żadnego magicznego przycisku, ani suwaczka, który sam robi robotę. To wszystko właśnie te małe, maleńkie kroczki (w tym przypadku akurat suwaczki). I już.

Jak przyglądniecie się wykresom po prawej stronie, zobaczycie, że żadne moje suwaki, nie ocierają się o wartości graniczne – dla mnie to zbyt drastyczny efekt, i zbyt ingerująca edycja, a takiej nie lubię. Popróbujcie na swoich zdjęciach i dajcie znać, jak się to u was sprawdza! A jeśli jeszcze nie poznaliście Adobe Lightroom ….

A edycja pokazana na przykładzie zdjęcia Kasi i Marcina <love>

Dajcie znać, koniecznie, czy takie posty się Wam u mnie podobają, i czy chcecie je oglądać częściej.

A jeśli dobrnęliście aż tutaj – dziękuję!

 

 

A jeśli wpadliście na mojego bloga przypadkowo, a jednak chcecie chwilę tutaj zostać, śmiało, przeglądnijcie moje starsze wpisy, jakim typem fotografa jestem, poznajcie mój styl fotografowania  i zobaczcie, jak edytuję zdjęcia.

Pin It on Pinterest

Share This