Oh! Nie pozjadałam jeszcze wszystkich mądrości świata, i na ślubach nie znam się najlepiej na świecie. Ale coś tam wiem. Coś tam widziałam. I na podstawie tych kilku ostatnich lat, mogę Wam tu kilka spraw trochę rozjaśnić, naświetlić albo na niektóre mogę Wam zwrócić uwagę. Chcę Wam o tym wszystkim pisać, żeby tak jak swoim najlepszym przyjaciołom móc oszczędzić nerwów i stresów, tam gdzie mogę.

I chociaż jeśli czytacie ten wpis, i wcale nie uważacie się za moich najlepszych przyjaciół (tych mam kilkoro, i ostatnio ich szalenie zaniedbałam, za co ich bardzo przepraszam!) powiem Wam, że wcale nie musicie mnie znać najlepiej na świcie i nie musicie mieć ze mną żadnych wspomnień, żebym Wam dobrze życzyła. Albo i Wam i waszym znajomym. Bo jeśli trafiliście na bloga, a nie planujecie swojego ślubu (bo na przykład jesteście już po nim – Gratulacje!), to prawdopodobnie wśród waszych znajomych wcześniej czy później znajdzie się ktoś, kto ten temat będzie przerabiał. I może wtedy coś się Wam przypomni! Jakaś moja rada, jakaś moja myśl, jakaś drobnostka wpadnie Wam w tył głowy i w odpowiednim momencie wyskoczy mówiąc „Tu byłam! Tu czekałam!”  … no albo mniej więcej jakoś tak!

We wrześniu, w ramach ślubnej środy opowiadałam Wam tutaj o 5 drobnych grzeszkach poranka ślubnego i drobnych grzeszkach pary młodej. I nie po to, żeby wstawić Wam poradnik jak zorganizować doskonały ślub, ale po to, byście mogli uniknąć niepotrzebnego zamieszania, zapominania i nerwowości. Bo ja to wszystko piszę nie z perspektywy człowieka, który wszystko wie! ale z perspektywy tego przyjaciela, który Wam dobrze życzy. Więc były grzeszki poranka i pary młodej. Przyszedł czas na …. grzeszki ludzi z branży. Czyli element ludzki.

Okres jesienno-zimowy jest spokojniejszy i wielu z Was właśnie teraz będzie poszukiwało „ludzi” do stworzenia najlepszej oprawy w tym Waszym wyjątkowym dniu. Z reguły planujecie ślub z dosyć sporym wyprzedzeniem, więc macie czas, żeby „przeszukać” najbliższą okolicę, podpytać znajomych i zgłębić wiedzę. Więc wybierajcie mądrze! Ja chcę Wam w tym trochę pomóc!

Od czego zacząć? Kiedy serce, rozum  i wszechświat już zadecydował, z kim będziecie kroczyć pod rękę i z kim się zestarzejecie (czytaj: Pan Młody wybrał ukochaną, a Panna Młoda swojego ukochanego!), pozostają wam już drobiazgi typu:

Makijażystka/fryzjerka :

Oh! Widziałam już wiele obrazków, które chciałabym zapomnieć. Od makijażystki, która warczała pod nosem, że Panna Młoda ma się nie ruszać (dosyć dosłownie), przez dziewczyny, które wywracały oczami, marudziły, żuły gumę (w taki sposób, że chciałam uciekać, bo żucie gumy z otwartą buzią działa na mnie koszmarnie źle), albo takie, które wprowadzały tak bardzo nerwową atmosferę, że wszyscy się stresowali tym, żeby nie poirytować makijażystki (WHAT??) ! I kolejny, kolejny, kolejny raz podkreślę Wam, że ja Wam życzę spokojnego i jak najprzyjemniejszego dnia! A on zaczyna się właśnie od tego poranka. Dlatego drogie Panny Młode, wybierajcie mądrze. Szukajcie kogoś, kto będzie na Was dobrze działa, i kogo chcecie w ten wyjątkowy dzień mieć przy sobie. Kogoś, kto nie wprowadzi nerwowej atmosfery, ale profesjonalnie o Was zadba.

Oczywiście, jeśli dobrze czujecie się w chaosie, jesteście bardzo energiczne – nie szukajcie kogoś, kto wpakuje Was do osobnego pomieszczenia, bo pracuje tylko w ciszy! Dobieracie ludzi pod siebie! Bo to Wasz dzień!

 

Pomijam czas ceremonii, na niego kiedyś też przyjdzie czas.

Sala weselna i obsługa

Wiecie, są na świecie różni ludzie: jedni, w sytuacji, w której wszyscy na nich patrzą, czują się jak ryba w wodzie. Inni czują się bardziej spięci i skrępowani. Profesjonalne sale i profesjonalna obsługa, w sposób bardzo dyskretny podpowiedzą Wam, co możecie zrobić, gdzie najlepiej  stanąć i co zrobić z bukietem. To są sprawy drobne, marginalne, o których możecie w ogóle nie myśleć. Ale to właśnie te drobnostki wpływają, że albo czujecie się w dniu ślubu jak gwiazdy, albo … no cóż …. albo wkradają się te chwile niepewności, rozglądania na boki i pytającego wyrazu twarzy. I zrozumcie mnie dobrze! Nie chodzi mi o wyreżyserowanie waszego wejścia, sztuczne oklaski i kogoś, kto WAM ciągle mówi co możecie zrobić! Chodzi o te kulturalne, delikatne wskazówki. Profesjonaliści, podpowiedzą Wam, co się dobrze sprawdza albo co dobrze wygląda, żebyście nie musieli myśleć o bzdurach!

Jak zwykle, tutaj temat można rozwijać bardzo bardzo długo. Bo dobre sale weselne, mają świetnych kelnerów, którzy z uśmiechem zadbają o Waszych gości, będą dobrze współpracowali z zespołem/dj, i odejmą wam niepotrzebnego stresu czy jakichkolwiek kłopotliwych chwil.

Zespół/dj

Uhu! Temat rzeka. Ale zwrócę Wam uwagę na kilka szczegółów. Tak jak w poprzednich wypowiedziach podkreślam, że piszę to z mojej perspektywy (tego co mnie się podoba, co uważam za kulturalne i co mnie nie irytuje! Możecie czuć zupełnie inaczej).

Co jakiś czas trafiam na zespoły/dj o których myślę, że to relikty przeszłości. Grają według swojego stałego harmonogramu (czytaj teraz jest blok kawiarenek, później blok tańców latynoskich, później blok nowszego disco polo, później coś tam i coś tam, kończymy oczepinami). I znowu chcę, żebyście dobrze zrozumieli – ja też mam swój schemat pracy. Ujęcia, które chcę mieć i te, które się same pojawiają. Chwile, które powtarzają się na większości wesel, pewien rytm, który się sprawdza. Ale zawsze jest miejsce na wszystkie niespodziewane elementy. Jeśli zespół/dj widzi, że właśnie teraz, na parkiecie rozpoczyna się ogień, to nie kończy setu, nie zaczyna grać „przytulasów”, tylko podkręca atmosferę krzycząc „chcecie jeeeeeszcze???” i wtedy dzieje się ogień! (Nie chodzi mi o przedłużanie, kiedy na stole jest parujące gorące danie). Chodzi o wyczucie! Piszę tego posta przed Live’em na instagramie, i już widzę, ile tutaj będę miała dygresji! Muszę sobie napisać małą karteczkę z kilkoma podpunktami, żebym się nie rozgadała jak szalona!)

Co jakiś czas trafiam też na obsługę muzyczną, która nie dogadują się z salą i kuchnią, rzuca tekstami, po których chcielibyście uciec i organizuje czas dla dzieci o 23:00 (przysięgam, niczego nie zmyślam – to wszystko obserwacja).

Jak z tego wybrnąć? Zapytać, dopytać i spróbować sprawdzić. Oczywiście Wasi znajomi, rodzina czy ludzie z internetu nie koniecznie muszą mieć tę samą opinię, co Wy. Jeśli jednak kolejna osoba, pisze Wam, że „eh, wiesz … tak średnio”, to warto te wiadomości przefiltrować. Warto dopytać dlaczego coś się komuś nie podobało (być może zupełnie na coś nie zwrócicie uwagi, i dla Was coś, co dla kogoś było minusem, dla Was albo nie będzie ważne, albo nawet będzie plusem – jak chociażby temat zabaw weselnych).

I oczywiście, piszę to w wielkim uproszczeniu, bo czasem pewne rzeczy i sprawy toczą się zupełnie inaczej i na coś nikt nie ma wpływu, czasem ktoś po prostu ma gorszy dzień i zupełnie inaczej będzie odbierał starania zespołu/dj niż w inny dzień. Sami rozumiecie. Piszę o takim podejściu, którego radzę unikać : BO TAK. Schematy i plany są po to, by pomagały, nie by były zawsze jedyną słuszną opcją.

Fotograf

Oh. Tutaj się pisze najgorzej. Bo o sobie. Wiadomo. Dlatego dzisiaj nie będę opisywała błędów, które popełniają fotografowie. Napiszę Wam o tych, których i mnie nie udało się uniknąć. I na co zwracam uwagę teraz bardziej. Dlatego ten podpunkt nazywa się:

Grzeszki sympatycznej pani fotograf, judyty:

Był taki czas, kiedy nie byłam taka mądra jak jestem teraz. (Może to przez to, że prawie równo rok temu spadłam z wysokiego konia i potłukłam siebie i swoje ego w drobny mak i w dużym stopniu do teraz się zbieram; może przez to, że po prostu z czasem zrozumiałam i dojrzałam – tak wiem, świetny czas, mam już przecież tę 3 z przodu; może zwyczajnie zmądrzałam, albo stałam się wreszcie człowiekiem, którego sama daję radę lubić; może dałam sobie pozwolenie żeby być taką, jaką czuję że jestem i że chcę być? Pewno wszystko po trochu. W każdym razie, bo zawijam się bardzo, przypomnę Wam, że to będzie podpunkt o mnie i moich odczuciach. Całkowicie.

Więc jakiś czas temu, miałam gdzieś z tyłu głowy przekonanie, że moje poczucie smaku i wrażliwości jest prawidłowe. A odstępstwa są fajne tylko w jedną stronę (w tę, którą ja rozumiem, jako lepszą stronę). Wydawało mi się, że troszeczkę jestem lepsza od innych. Nie na takiej zasadzie zadzierania nosa, ale na zasadzie poczucia, że coś robię lepiej, że przecież pracuję na swoje nazwisko, że coś jest  poniżej mojego poczucia smaku. Nie na zasadzie pyszałkowatej Pani fotograf, ale tak ….no cóż… trochę tak to czułam. Ciutkę lepsza. Fajniejsza. Aż przyszedł moment kilka lat temu, w którym poryczałam się na weselu jak bóbr. Kiedy wszyscy tańczyli do „Ruda tańczy jak szalona”. Wiem, niewiarygodne, że przy tym można płakać, a jednak. Było to jedno z takich wesel, na których ilość utworów disco polo przekraczała wszystkie granice zdrowego rozsądku (czytaj: samo disco polo). (prywatnie, w głośnikach nie lecą mi takie nuty, nie jestem na bieżąco z utworami Sławomira czy Martyniuka (tutaj akurat lekko ciekawią mnie zdjęcia z wesela jego syna – zawodowa ciekawość)). No i właśnie. Gdzieś przez głowę przeleciało mi, że to raczej średnie i takie bardziej słabsze wesele, że dawno już tak bardzo się na tej części „rozrywkowej” nie męczyłam (rozumiecie, takie poczucie, że słucham lepszej muzyki, widziałam lepszych prowadzących wesela itp), aż właśnie na tej „Rudej”, szalejąc wśród gości, zobaczyłam przeuśmiechniętą Pannę Młodą, krzyczącą, że jest suuuuper! I nie potrafię ubrać tego w słowa, i nie oddam tej chwili jaką ją zobaczyłam wtedy. Bo zobaczyłam największą radość tej dziewczyny, jej (od kilku godzin) męża, i gości. I uświadomiłam sobie, że TO JEST JEJ WESELE! i że ona jest przeszczęśliwa! I że tak właśnie ma być! Zwyczajnie w świecie się rozkleiłam. Z tą „rudą” w tle. (Tak, mam sentyment do tego szanownego utworu).

Więc jakiś czas temu, zmieniłam podejście. Co mi to dało? Po pierwsze przestałam oceniać i klasyfikować na zasadzie „lepsze\gorsze” Do każdego wesela podchodzę dokładnie z tą samą radością i energią (nie, że wcześniej tego nie robiłam, ale rzeczywiście), potrafię się wyzbyć słabszej energii i podlejszego nastroju. Z całą energią jaką mam, umiejętnościami które posiadam i urokiem osobistym, działam na korzyść dobrego dnia dla Pary Młodej. Czyli zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby spełnić wasze marzenia związane z tym dniem. Mam więc nadzieję, że moje pary czują, że jestem w tym dniu całkowicie dla nich i wszystkim, co robię, staram się im pomóc, żeby ten dzień przebiegł w jak najlepszej atmosferze i w jak największym spokoju. Z tego mojego poczucia bycia lekko lepszym, wynikały też bardzo konkretne sytuacje podczas wesela. I znowu, zrozumcie mnie dobrze. To nie tak, że jakiś czas temu się nie starałam! Oh! Ja zawsze daję z siebie ile tylko mogę, ale przez takie pewne myślenie i filtrowanie wszystkiego przez moje osobiste odczucia i stopniowanie fajności, czasem zdarzało mi się zareagować inaczej, niż zareagowałabym teraz. Teraz liczy się zadowolenie gości i mojej pary! Ich uśmiechy i radość jest absolutnie moim priorytetem. Teraz trzymam aparat w każdej chwili, nawet kiedy jakieś zabawy uznaję za żenujące, zrobię wszytko, żeby nie mieć żenujących zdjęć, a pokazać właśnie radość i uśmiech i świetną zabawę.

Szalenie się ciesze, że się tutaj zmieniłam. I wiecie, nie jestem świętą, błędy popełniam ciągle, ciągle się uczę i zmieniam, coś poprawiam i ulepszam, i w prywatnym gronie jestem w stanie podać Wam polecanych ludzi z branży – ale pamiętajcie, że oni odpowiadają mnie i temu co ja lubię i co mnie cieszy. Wy możecie mieć absolutnie odmienne zdanie.

Powiedziałam Wam o moim grzeszku, który już opanowałam i w jakimś stopniu naprawiłam. Mam tez sporo innych, ale one będą na inny wpis, jak się kiedyś zbiorę na odwagę!

Ps. W tym roku, zrozumiałam też, że nie muszę być jak inni fotografowie, i że w moim podejściu, stylu i estetyce pracy jest moja siła. Dlatego za tydzień opowiem Wam, jakie Pary Młode jestem w stanie uszczęśliwić, a jakich nie! Wpadnijcie za tydzień na Live’a: Instagram 20:30

 

I dziękuję za doczytanie do końca! Uścisków moc!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Śmiało, przeglądnijcie moje starsze wpisy, jakim typem fotografa jestem, poznajcie mój styl fotografowania  i zobaczcie, jak edytuję zdjęcia.

Pin It on Pinterest

Share This