Bywam absolutnie beznadziejna. Szczególnie jeśli chodzi o systematyczność. Łatwo wypadam z rytmu. A może tylko mi się tak wydaje? Bo jednak wakacje, dla mnie są jednym z najbardziej pracowitych okresów w roku, i stawiam w nich na zupełnie inne priorytety. Dlatego kiedy z czegoś trzeba zrezygnować, jakoś tak naturalnie te posty poszły w odstawkę. Ale już do was wracam.

ŚLUBNA ŚRODA

Fajny sobie wymyśliłam kiedyś ten tytuł, co?

No więc brnijmy w to dalej.

Seria ślubna środa powstała głównie z myślą o moich parach młodych. Ale jestem przekonana, że w zasadzie wszyscy narzeczeni mogą z niej skorzystać, (a także inne pary, które szykują się do sesji fotograficznej).

No dobra. Ale po co to wszystko?

Pokażę Wam to na bardzo jaskrawym (prawie zapomniałam, że takie piękne słowo istnieje) przykładzie.

Wyjeżdżając nawet na krótkie wakacje, zwykle jestem zapakowana po brzegi. No niestety, nie należę do tej grupy ludzi, którzy będą szczęśliwi z najdzikszych wakacji w buszu, posiadając tylko nożyk. Nie jestem jak MacGyver. Ja lubię być przygotowana. Nie na wszystko, ale na większość. Więc jeśli jadę pod namiot, a w prognozie zobaczę 80% deszczu przez 6 dni w ciągu 7 dniowego urlopu, to z dużym prawdopodobieństwem zabiorę kalosze, kurtkę od deszczu, ciepłe skarpety, spodnie i koszulki na zmianę (w takiej ilości, żebym mogła się przebrać jak przemoknę), i termos na ciepłą herbatę. I jeszcze milion innych rzeczy, których może nawet nie wykorzystam, ale gdybym czegoś potrzebowała – będę na to przygotowana …. (większe prawdopodobieństwo w przypadku wyjazdu pod namiot i deszczu jest takie, że po prostu nie pojadę!) Więc wyjeżdżając pod namiot, zapakowałabym się dość konkretnie.

Możecie powiedzieć, że przesadzam, że można iść na żywioł. Że pewno połowy z tych rzeczy nie użyję, że przesadziłam. Można. Ale o ile znam siebie, wiem, że prawdopodobnie bardzo bym marudziła, marzła i zapomniała o radości, a myślała ciągle o tym, czego nie mam, albo co mogłam zabrać i by się tutaj super sprawdziło ….

Bo ja lubię być przygotowana. Z niespodziankami mi jakoś tak, niekoniecznie po drodze. Oczywiście, jest grupa niespodzianek, które mi pasują, ale. Właśnie, to jest to moje ale…..

Dlatego, jeśli moje podejście jest Wam w jakiś sposób bliskie i do lasu też zapakowalibyście pełne torby, i też nie marzycie, żeby być jak MacGyver, możecie zobaczyć kilka moich podpowiedzi dotyczących Waszych sesji i samego ślubu.

I nie, nie jestem wszechwiedząca, popełniam błędy i czasem się na nich uczę. Nie mam za sobą miliona ślubów, nie widziałam wszystkiego, czasami czegoś żałuję, czasami brakuje mi odwagi, żeby ingerować w różne sytuacje. Ale uczę się, wyciągam wnioski i wiem, że pewnych sytuacji można uniknąć, przygotować się na nie albo nimi zupełnie nie przejmować.
Dlatego, moim Parom Młodym wysyłam wielostronicowy podręcznik ślubny, w którym piszę o sprawach małej i dużej wagi, które czasem wpływają na radość tego wyjątkowego dnia. Piszę o tym, na co ja zwracam uwagę, i o tym, czym nie warto się przejmować zupełnie. Wszystko bardzo subiektywnie i z mojej perspektywy.

Dlatego, moje podpowiedzi, to żaden podręcznik do zrealizowania. To tylko moje sugestie i dobre rady, właśnie po to, żebyście mogli się skupić na Waszym dniu, czerpać radość z tych wyjątkowych chwil i łapać te drobne momenty!

Jeśli moje argumenty do Was trafiają – te posty też się Wam spodobają!

Czekając na nowości, śmiało, przeglądnijcie moje starsze wpisy, jakim typem fotografa jestem, poznajcie mój styl fotografowania  i zobaczcie, jak edytuję zdjęcia.

 

Pin It on Pinterest

Share This