W zasadzie, są trzy rzeczy, po które jestem się w stanie wrócić do domu: (wiem, mamy windę, ale czasami nie działa…)

TELEFON  – nieważne gdzie mi się przypomni, że go nie mam przy sobie, zawsze wracam
KLUCZE i DOKUMENTY (raczej oczywiste!)
POMADKA NIVEA – zwariowałabym bez niej. Na szczęście, kiedyś wpadłam na pomysł, że ja jej tyle używam, że wcale nie potrzebuję mieć tylko jednej, mogę mieć kilka. I te kilka, porozrzucane wszędzie, ratują mnie w sytuacjach kryzysowych. (Nie mówcie tego Dominikowi. W sensie, że są porozrzucane, przecież ja doskonale wiem, gdzie one są!)

Większość pozostałych przedmiotów, które ewentualnie zapomnę w biegu, zostają już raczej w domu. I wtedy się okazuje, że potrafię bez nich żyć i nic mi się nie dzieje. A te trzy … no cóż. Dla mnie są wyjątkowe. Brak kluczy i dokumentów uniemożliwi mi odjechanie samochodem, narazi na mandat, albo spowoduje, że nie wejdę do budynku i tym samym będę niezdolna do pracy. Telefon, nawet jeśli go nie odbieram, kiedy dzwoni, jest czymś dla mnie absolutnie obowiązkowym. Ps. Czasem sprawdzam na nim tylko godzinę, i co jakiś czas się zastanawiam, czy jest aplikacja, która pokazuje ile razy dotknęło się wyświetlacza … wiecie może? Taka czysta ciekawość.

Wiec bez telefonu …. jestem jak bez ręki. Po niego wracam. Zawsze. Raczej z każdego miejsca, gdzie mi się przypomni, albo gdzie się okaże, że go jednak nie mam. No i pomadka. Nawet nie tyle, że bez niej czuję się niekomfortowo. Ja szaleję bez niej. I tylko myślę, że na pewno będę miała spierzchnięte usta, i będzie mnie to doprowadzało do szału. Nie ważne gdzie bym była, co bym robiła, będę myślała tylko o tym, że jest mi źle.

Na szczęście, przed samy wyjściem z domu, przelatuję w głowie karteczkę w głowie, na której zapisane są wszystkie ważniejsze „drobnostki”. To znacząco ułatwia życie, i powoduje, że nie muszę się tak często po coś wracać. I właśnie dzisiaj, mam dla Was takich 5 drobnostek, które mogą wpłynąć na komfort waszej sesji narzeczeńskiej. Pamiętajcie, tak z mojej perspektywy.

1. Makijaż i fryzura.

Oh, Absolutnie nie chcę Wam doradzać, żebyście na sesję narzeczeńską w polu (bo takie ostatnio najczęściej wykonuję), przyszły w makijażu wieczorowym, z doklejonymi pawimi piórami do powiek …. popłynęłam z tymi pawimi piórami, ale już takie coś w życiu widziałam, na szczęście nie na sesji!

Wracam do sedna. Podczas zdjęć, będę blisko Was, i waszych twarzy. Pewno, postaram się stworzyć chociaż jeden portret, taki na wprost. Makijaż spełni dwie funkcje. Po pierwsze, na buzi zawsze (uogólniam!) są jakieś drobne niedoskonałości, które aparat też wychwytuje (niestety!), i proste zabiegi, typu wyrównanie koloru buzi, przez nałożenie pudru, zmatowienie buzi, dodanie różu na policzki i umalowanie rzęs sprawdzą się idealnie. Prawdopodobnie wciąż będziesz wyglądała mega naturalnie i bardziej jak no make up na zdjęciach. Nie ma się czego bać, jeśli tylko nie przesadzisz. Nawet jeśli na co dzień się nie malujesz ….

Po drugie, lekki makijaż działa trochę jak amulet. Przynajmniej ja czuję się w nim trochę pewniej i trochę lepiej. Sama siebie odbieram w lepszych … hmm, nastrojach? kolorach? Oj, dziewczyny, pewno wiecie, o co mi chodzi! Takie +100% do pewności siebie i uśmiechu!

2. Paznokcie!

Jesteście na sesji narzeczeńskiej. Wasz fotograf prosi Was, byście się trzymali za dłonie, byli blisko siebie itp…. a jedyne, o czym myślisz, to …. zapomniałam o paznokciach, zapomniałam o paznokciach.

Od kiedy wysyłam do moich Par młodych podręcznik, z podpowiedziami „JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO ŚLUBU”, w którym zebrałam sporo informacji,  przestałam mieć z tą kwestią do czynienia. Czyli już nie słyszę „tylko nie rób mi dłoni” …. Ok …. Wiem, wiem. Może jeśli powiecie komuś, że jedziecie na sesję narzeczeńską, ten ktoś bardziej zwróci uwagę na wasze buzie, niż na paznokcie. Ale nie ja. Bo tutaj znowu chodzi o ten mój styl fotografowania. I o to, co lubię. Dla mnie portret stanowią często złączone dłonie, zaplecione we włosy palce. Dotyk. Bliskość. Już rozumiecie, o co chodzi z tymi paznokciami? Coś jak z makijażem. Nie chodzi o najmodniejszy w tym sezonie fioletowy semilac. Tylko, by zbliżenie na dłonie, nie wywoływało w Was niekomfortowych odczuć. Ps. No przecież na dłoni znajduje się też pierścionek!

3. Przygotuj NARZECZONEGO

Jakkolwiek infantylnie brzmi ten tytuł …. drogie dziewczyny, to wy przeglądacie zdjęcia w internecie, zapisujecie te zdjęcia na pintereście i śledzicie profile na instagramie. Wasz narzeczony … w większości przypadków (z osobistych obserwacji mogę chyba śmiało napisać, że w 95%) jemu jest to lekko obojętne. Robi to dla Ciebie, wierzy w twoje poczucie smaku, estetyki no i chce, żebyś mogła spełnić swoje marzenia. W czym problem?

Ja należę do osób, które lubią wiedzieć co je czeka. Tak chociażby w zarysie. Nie potrzebuję minutowego harmonogramu, ale lubię wiedzieć, czego się spodziewać. Nie jestem wtedy zaskoczona, albo  zaskoczenie nie wprawia mnie w stres. Twój narzeczony, prawdopodobnie mógł mieć do tej pory nieco odmienne kontakty z fotografem: zdjęcia do dowodu czy paszportu, a nawet grupowe z klasą, zdecydowanie różnią się od tego, co czeka go na sesji narzeczeńskiej. Dlatego, pokaż mu chociaż jedną całą sesję. Powiedz, co ci się w tych zdjęciach tak bardzo podoba. Nie będzie zaskoczony, nie będzie zły. Będzie wiedział jak Ci sprawić przyjemność, i czego oczekiwać. I najważniejsze …nakarm go! Głodny narzeczony na sesji, to zły narzeczony na sesji!

4. Miejsce na sesję

Wiem, wiem, o tym jak wybrać miejsce na sesję już Wam pisałam. Ale chcę Wam zwrócić uwagę, na drobny szczegół – niektóre miejsca, w ciągu tygodnia są … prawie opustoszałe. Natomiast w okolicach weekendu stają się szalenie zatłoczone. Oczywiście, jeśli chcecie zdjęcia w tłumie, wszystko jest dobrze. Co innego, jeśli należycie do raczej nieśmiałych osób, nie lubicie tłumów, i między obcymi ludźmi możecie czuć się skrępowani. Przy wyborze miejsca, zwróćcie także na to uwagę.

5. PUNKTUALNOŚĆ

Z tych moich cykli, też już wiecie, że jestem fotografem, który korzysta ze światła naturalnego (kiedy to tylko możliwe). To znaczy, że po zachodzie słońca już zdjęć nie robię. Wykorzystuję ten moment, który lubię najbardziej, i z którym najlepiej mi się pracuje.Dlatego, jeśli to możliwe, sesje będziemy rozpoczynać jakiś czas przed zachodem słońca, żeby złapać jego magię i urok. I Wasz urok też! Jak Aliny i Pawła. I wszystkich innych par.

Więc bardzo Was o tę punktualność proszę. Sprawdźcie ile czasu zajmie Wam dojazd, parkowanie i dojście do miejsca, w którym się umówimy. Weźcie pod uwagę ewentualne korki – szczególnie jeśli musicie przebić się przez miasto. Nerwowość i ewentualny stres, jest Wam całkowicie niepotrzebny.

 

Po co ja Wam to wszystko piszę?

Bo najbardziej na świecie zależy mi na tym, żeby Wasze ślubne wrażenia (bo właśnie w nie wliczam sesję narzeczeńską), były jak najlepsze! Lubię minimalizować stres, nie dokładać Wam zmartwień, i zwracać uwagę na wszystko, co można ogarnąć wcześniej, żeby nikt nie czuł się niekomfortowo. Tych 5 punktów, to taka moja lista w głowie, o której powinnam Wam przypominać przed sesją. Żeby nie zapomnieć, nikogo nie pominąć, wypisuję ją Wam tutaj. Mam nadzieję, że się przyda.

*Pamiętajcie, wszystkie posty publikowane na blogu, to moje osobiste preferencje i przemyślenia. Możecie czuć inaczej. Mogą się Wam podobać zupełnie inne rzeczy. Możecie mieć całkowicie inny styl. I też jesteście super fajni!

Macie chwilkę czasu? Przeglądnijcie pozostałe wpisy z kategorii ŚLUBNA ŚRODA.

Pin It on Pinterest

Share This