Uwielbiam lody cytrynowe. U-W-I-E-L-B-I-A-M! Kwaśne, ożywcze, idealne. Dominik, cytrynowych lodów nie trawi. Moja mama wybiera zwykle śmietankowe, a tata takie z czekoladą i bakaliami.
Co ta specyfikacja smaków mojej osobistej rodziny ma wspólnego z fotografią zapytacie? A ja znowu Wam odpowiem, że tutaj chodzi o gust. (Jedno z najbardziej kluczowych słów w moim podejściu do ludzi) Każdy ma swój gust. Mnie się podoba coś innego, tobie coś innego. I to jest cudowne!
A w fotografii chodzi o Wasz gust i o Waszą radość. Bo fotografia ma dawać radość. (I to nie tylko pani fotograf).
Opowiadam Wam więc jakie jest moje podejście, co lubię, co robię i jak to robię; co mnie różni, co łączy z innymi fotografami, właśnie po to, żebyście dobrze trafili. Nie lubię rozczarowywać i zawodzić innych (wiem, nikt nie lubi). Dlatego robię zdjęcia takie, które czuję sobą.

Uwielbiam fotografować ludzi. Najzwyczajniej w świecie. Niestety, nie mam zbyt dużego talentu jeśli chodzi o przyrodę. Okeeej! Talent pewno mam (to jest skromność i poczucie humoru), ale w fotografii przyrody, trzeba wstawać o chorych porach, czekać na światło i ten idealny moment, a później jeszcze kochać edycję w programach graficznych. Wiem, że się do tego nie nadaję, nie sprawia mi to frajdy, a jedynie wzmaga frustrację. Więc odpuściłam. Przyrodę mogę podziwiać, mogę zapaść się w ciszę ale …. ale aparat spełni tylko pamiątkową rolę. Nic więcej. (Najczęstszym zdaniem, jakie na naszych wakacjach słyszy Dominik brzmi „Jak ja bym tutaj chciała mieć ludzi!”)

Po co Wam to wiedzieć? Chociażby po to, żebyście mieli świadomość, że jeśli planujecie sesję w niezwykłych okolicznościach przyrody, to ja wcale nie muszę być najlepszym wyborem. Jeśli marzycie, by na większości zdjęć być odległą kroplą na pustych nowozelandzkich polach ….. mnie może się to nie udać (co nie znaczy, że nie marzę o Nowej Zelandii!) i zrobię wszystko, żeby mi się to udało.
Po prostu, dla mnie ważniejsi są ludzie i ich interakcje, niż miejsce.

Ah! To miejsce.

Wiem, że najwięcej czasu spędzają wszystkie moje pary na wyborze miejsca. Rozmyślania, czy ono jest wystarczająco piękne, wystarczająco odpowiednie i czy to jest TO miejsce. Dodatkowo, ja bardzo się upieram, żeby moje Pary same wybierały sobie miejsce! Czemuż je aż tak katuję? Bo po pierwsze uwielbiam personalizacje (o tym też Wam napiszę), po drugie wiem, że otoczenie, które znacie jest lepsze niż to obce (w ogromnej większości), po trzecie miejsce nie jest najważniejsze! A po czwarte, jeśli na sesji pojawi się słońce …. oszalejemy ze szczęścia wszędzie. A jeśli nie – też będzie pięknie.
Bo zawsze będę szukała najpiękniejszego miejsca, z najpiękniejszym możliwym światłem, i jak najbardziej korzystnego waszego „profilu”. I wtedy będzie pięknie!

A dla wszystkich, którzy aktualnie zastanawiają się gdzie tu na tę sesję pojechać … kilka przykładów. Mam nadzieję, że na najbliższą okolicę spojrzycie innym okiem i od teraz będziecie już spać spokojnie!

To piękne światło, kojarzące mi się ze Skandynawią (nie pytajcie czemu), trafiliśmy… kilka kilometrów za domem Edyty i Jacka. Chodzą tam na spacery. I po prostu lubią to miejsce.

Kolejne miejsce, gdzie narzeczeni jeździli na rowerach. Nawet bez słońca to miejsce było fajne (zdjęcie jest chyba z telefonu, dlatego takie blade). Zwyczajowo po sesji mi się przypomina, że gdybym zrobiła zdjęcie miejsca, mogłabym Wam pokazać, jak to wyglądało z innej perspektywy. Zwykle po sesji, kiedy już jestem w domu.

To miejsce samo w sobie było w jakiś sposób inne. Ale kiedy zaświeciło słonko … Pięknie, co?

Lasy, lasy lasy! No dobra. Lubię bardzo! No bo czego tu nie lubić? W lesie zwykle mamy ciszę i spokój. Zwykle mamy też milion komarów i kleszczy (spokojnie, one też idą tylko na mnie! W zeszłym sezonie wakacyjnym wbiły się we mnie aż 3 bestie)

Ale las to idealne tło dla buziaków, przytulasów czy tańców! Albo czego tam sobie wymyślicie!

Wierzcie mi, że to drzewo po lewej w nieco innej perspektywie wcale nie wyglądało okazale i ciekawie. Ale jako tło dla Marcina i Marty …. NO BA!

A teraz jeszcze jeden bonus. Ten budynek wcale ne wygląda specjalnie, co? I jeszcze te tłumy ludzi … Jak tu robić zdjęcia. Jak się tutaj skupić na parze …. Kiedy weszłam między te kolumny, spełniło się jedno z moich marzeń!

Najfajniej, kiedy jest światło. Ale kiedy go nie ma? Co robić? Nic! Najważniejsze, to się niczym nie przejmować!

W zasadzie, całą sesję narzeczeńską Justyny i Dawida zrealizowaliśmy w tym miejscu, które widzicie na zdjęciu. Nie było światła, śniegu też nie było obłędnie, a sesja jest cudna! Bo w tej sesji chodzi o ludzi. Zobaczcie wszystko tutaj.

 

Widzieliście na zdjęciach i sesje narzeczeńskie i poślubne, bo dalej twierdze, że miejsce nie jest takie najważniejsze. Więc rozejrzycie się w około swoich domów, domów rodziców, babć i zaproście mnie do siebie!

Ps. O tym, że nie warto się przejmować pogodą, też Wam opowiem w którąś środę!
Ps2. Wszystkie powyższe zdania, to tylko moja opinia, mój gust. I oczywiście dotyczy mojego podejścia do fotografii, ludzi i świata. Ale może przyda się też, nie tylko MOIM parom młodym! Uścisków moc!

Pin It on Pinterest

Share This