W zeszłym tygodniu zapowiedziałam Wam, że wraca ŚLUBNA ŚRODA. Czyli posty, które powinny się przydać przyszłym parom młodym i nie tylko. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Na początku postaram się Wam opowiedzieć o mojej fotografii i moim sposobie fotografowania. Bo to wszystko składa się na całość. Całość mnie i mojej fotografii. Bo to jak mnie odbieracie zaważy na fakcie, czy będzie nam ze sobą dobrze.

Po co to wszystko – zapytacie?

Bo wierzę, że to wszystko ma znaczenie. Ja też mam swoich ulubionych ludzi, z którymi lubię współpracować, i którym nie odmawiam. Mam też takich, z którymi po jednym spotkaniu, wiem, że więcej spotkań nie będzie. O co w tym chodzi? Chodzi o własne odczucia, o własny gust i własne oczekiwania. Chodzi w tym wszystkim o Was.


Na zdjęciu: roześmiani Asia+Michał

MOJE PODEJŚCIE – do fotografii i do ludzi.

Należę do tej grupy fotografów, którym nie specjalnie zależy, żebyśmy spotkali się tylko w dniu waszego ślubu. Najpierw poznam Was na spotkaniu przy kawie, które prawdopodobnie potrwa około 2h. Dowiem się, jakie są wasze oczekiwania i marzenia i trochę opowiem o dniu ślubu z mojej perspektywy. Wtedy poczujemy chemię, albo i nie. To jest punkt kluczowy i dla mnie i dla Was. I nie chodzi tutaj tylko o zdjęcia (które możecie zobaczyć na żywo), ale głównie o mnie. To jest ten pierwszy moment, w którym albo wam przypadnę do gustu, albo nie. Później, jeszcze przed ślubem, spotkamy się na sesji narzeczeńskiej – wszystko właśnie po to, żeby się poznać. Czemu aż tak bardzo mi zależy? Bo w jakiś sposób, ja jestem częścią Waszego ślubu.

Spokojnie! Już próbuję wytłumaczyć! Otóż, w dniu ślubu jestem blisko Was. (Taki mam styl fotografowania który mi pasuje i który się u mnie sprawdza). Jestem ciągle gdzieś obok. I wierzę, że wtedy, w tym wyjątkowym dniu, chcecie mieć przy sobie kogoś, kogo zwyczajnie lubicie! Kogoś, kogo poczucie humoru i styl bycia nie będzie na Was źle działał. Ot tyle. A poczucie humoru mam specyficzne, i na sesjach zdarza mi się Wam śpiewać, albo zdarza mi się tańczyć, a jak wpadnę w ekscytację, to mam najbardziej piskliwy głos świata …. i to wszystko musicie znieść z godnością.


Na zdjęciu: złapani w tłumie Emilia+Piotr

O tym, po co dokładnie jest sesja narzeczeńska i jak widzę ją ja, fotograf przeczytacie za jakiś czas. Teraz mogę Was odesłać do jednego ze starszych wpisów JAKIM TYPEM FOTOGRAFA JESTEM.

Więc jakie mam podejście do fotografii i ludzi? Mam nadzieję, że ludzkie. Bo lubię ludzi. I czasem, potrafię odłożyć aparat, złapać kogoś za rękę, spojrzeć w oczy i powiedzieć: WDECH-WYDECH. Będzie dobrze. Jeśli właśnie teraz przewracacie oczami -prawdopodobnie będziecie szukać innego fotografa! O to właśnie chodzi!

Moje podejście – nie jest dla wszystkich. Bardzo dobrze rozumiem ludzi, którzy mają inne odczucia, i szukają w fotografie ślubnym kogoś, kto zrobi zdjęcia i tyle. W takim podejściu absolutnie nie ma nic złego. Ono jest po prostu inne. Nie moje. To jak jak ten gust muzyczny. Jedni są wszytko-lubni, inni tolerują tylko jeden rodzaj muzyki a jeszcze inni mają tylko jednego wykonawcę. Na tym świecie, na szczęście dla każdego z nas jest miejsce. A wybór ogromny. (Ja mam swoje ulubione gatunki, ale jestem raczej otwarta na inne brzmienia. Zamknięta jestem chyba wyłącznie na niemieckie techno…. tak myślę)


Na zdjęciu: złapani w ciszy Monika+Bartek

JAK ROBIĘ ZDJĘCIA

Pierwsze rozczarowanie, jakie przeżyjecie, to brak 3 walizek sprzętu i dodatków (czasem komuś się wydaje, że ja powinnam z walizką na kółkach i tłem przyjechać na sesję w lesie). Więc jestem z tą swoją torbą, aparatem i dobrym humorem. Zrobię wszystko, żeby Was ustawić w najbardziej korzystnym miejscu i  …. i przeprowadzę Was przez sesję. Co to znaczy? Że czasem będę gadać non stop, a czasem trochę zamilknę i odsunę się od Was. Zrobię wszystko, żebyście mieli z sesji taki miks zdjęć: tych uśmiechniętych, roześmianych i tych zakochanych i zapatrzonych! I większość czasu będę blisko.

Jeśli to tylko możliwe, fotografuję z wykorzystaniem światła naturalnego, bo kocham je najbardziej. W zasadzie lampy używam wyłącznie podczas zdjęć z reportażu na sali weselnej. Albo przy fotografowaniu noworodków (ale to opowiem wam innym razem)

JAK EDYTUJĘ ZDJĘCIA

Prosto. Uwielbiam łagodne światło na zdjęciach. Uwielbiam pastele, ale ostatnio pokochałam także kolor.  Nie przepadam za teatralnym, dramatycznym światłem. Ono jest piękne, i znam wielu mistrzów, którzy w takim świetle czynią cuda, ale to jest nie moje. Ja wolę łagodność, naturalność i …prostotę. Takie też są moje zdjęcia.


Na zdjęciu: zmoknięci Aneta+Dawid.

Po co Wam to wszystko wiedzieć?

A no właśnie po to, żeby dobrze wybrać. Jeśli którykolwiek z powyższych elementów do Was nie przemawia, najwidoczniej nie jestem fotografem dla Was. A jeśli poczuliście do mnie miętę (jak myślę o mięcie, to od razu mi się kojarzy: limonka+mięta+cukier trzcinowy i …. trzyliterowy napój %, czyli mohito ….. a środa, to już prawie taki mały weekend, co? )…. jeśli poczuliście miętę, nasz związek ma przed sobą przyszłość. Widzę ją w jasnych barwach!

 

CZY JESTEM FOTOGRAFEM DLA WAS –  jeśli stwierdzicie, że jestem dla Was … dajcie znać 😉

 

Pin It on Pinterest

Share This