12 dni temu podjęłam decyzję, żeby spróbować zrealizować #słodkiewyzwanie. Tytuł trochę dla przekory, bo w tym wszystkim chodzi właśnie o to, żeby tego słodkiego uniknąć, czyli po prostu nie jeść.
Przyznam się szczerze, że zabierałam się do tego wyzwania raczej mało chętnie, z niewielką energią i bez radości. No bo jak to? Bez słodkości? Bez cukru? Bez smakowitości? Ale przecież ja to wszystko U-W-I-E-L-B-I-A-M. Czekolada, słodka kawa, pączuś, jakiś pyszny dżem, cukier puder na naleśnikach czy placuszkach…..
Nie, żebym od razu była jakoś uzależniona (chociaż powyższa litania to sugeruje). Ale (wiem, tak się nie rozpoczyna zdania) ale słodkości w dużej mierze towarzyszą mi często, czasem codziennie. I mówię tu głównie o cukrze, w tej oczywistej postaci.

TOWARZYSZYŁY!

No dobra. Szczerze, po co te zmiany?
Nasza dieta (moja i Dominika) jest wegetariańsko-wegańska (z przewagą wegańskiej, kiedy tylko to możliwe) od tak dawna, że nawet rodzice zdążyli się do tego przyzwyczaić (możecie mi uwierzyć, długo to trwało).
Dodatkowo unikam także nabiału (w większości) ale zdarzają mi się odstępstwa. I tak, najczęściej do mojej diety trafiają:  kawa z mlekiem (do tej pory nie piłam mleka roślinnego, które nadawałoby się do kawy), jajka (mamy dostęp do takich od szczęśliwych, uśmiechniętych kur), i co jakiś czas jogurty, i masło.  No i te słodycze.

Ah te słodycze. No właśnie. W słodyczach jest taki miks, którego próbuję uniknąć: cukru + jajka, mleko itp. I tak, jakoś na trochę ponad miesiąc przed świętami wielkanocnymi, postanowiłam ten detoks wprowadzić w życie.

Po co wam to wszystko piszę? Co to ma wspólnego z fotografią?
Z fotografią może niewiele, chociaż…
Myślę, że tego posta do końca doczytają osoby, które chętnie zabrałabym na kawę (i nieważne, czy tą na tłustym mleku, czy na tym roślinnym) i z którymi przegadałabym nie jedną godzinę (i to absolutnie nie o diecie). Czemu? Bo wspólne tematy łączą. Poczucie estetyki, wrażliwość, gust (także ten muzyczny)- to wszystko łączy i powoduje, że albo mnie przez te łącza internetowe trochę lubicie, albo nigdy więcej tutaj nie zerkniecie.

Ja sama, takie posty u innych osób uwielbiam  czytać (i chętnie z większością z nich wypiłabym nie tylko kawę). Dlatego wreszcie zebrałam się na odwagę, i na bloga będą wpadały też takie bardziej osobiste wpisy. Ps. Nie będę Was do niczego namawiała. Spokojnie. Chociaż, gdyby się ktoś do wyzwania #slodkiewyzwanie przyłączył, byłoby mi raźniej. I możecie zacząć w każdej chwili.

Judytko. Do sedna.

#SLODKIEWYZWANIE
Od środy, 14 lutego (koszmarny wybór daty, wiem), do Świąt Wielkanocnych, planuję w znaczący sposób ograniczyć ilość cukru. W wersji idealnej -do zera. Ale, że matematykę zakończyłam w liceum, nie będzie mi snu z powiek spędzał system ZERO-JEDYNKOWY. Bo już teraz wiem, że przynajmniej kilka dni spędzę w zacnym gronie wyjątkowych ludzi, których widuję zbyt rzadko. I zamiast łamać głowę jakimiś smutkami, planuję nie martwić się ani pokarmami, ani trunkami.

To z czego rezygnujesz?

Z cukru, czekolady, słodkich kremów, batonów, drożdżówek i ciasteczek. Ze słodkich naleśników i placuszków. Z cukierków zjadanych w biegu. I z nutelli, która pasuje absolutnie do wszystkiego. (To jest najdłuższy moment w moim życiu, kiedy słoik nutelli jeszcze jest w domu. W całości. SZOK!)

Co w zamian?

Pierwszych kilka dni przetrwałam na luzie. Po pierwsze, jeszcze mnie od wtorku trzymało wszystko słodkie, co zjadłam  wieczorową porą 13tego! (Wiem, jestem beznadzieja) Po drugie, miałam sporo spraw do ogarnięcia i mało czasu, żeby rozmyślać co mogę zjeść albo na co mam ochotę. W ciągu tych kilku dni, pozbyłam się wszystkich zapasów ciecierzycy, daktyli i mrożonych owoców. No i najczęściej ze sklepu wracamy z bananami.

To wszystko jest trochę bardziej zagmatwane, bo jak zrezygnowałam z prostych rozwiązań (nutella/dżem na kanapce i śniadanie gotowe), to posiłki wymagają jednak kilku minut myślenia i organizacji, szczególnie zakupów i czasu. Ale nie mogę marudzić (bo od tamtej środy mamy dziennie obiady). Przyda mi się, żebyście trzymali kciuki!

Czy zauważyłam jakiś minus?

Wydaje mi się, że po odstawieniu słodkości, jem więcej innych rzeczy. W zasadzie, wydaje mi się, że ciągle coś gotuję, albo jem. Szczególne słone. Więc nie bardzo wiem, jak się to skończy. Początek historii nie jest najgorszy i najcięższy …. ale zobaczymy.

Na żywo #slodkiewyzwanie możecie obserwować na moim instaSTORIES. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This