O tym, że wreszcie skupię się na moim blogu obiecuję sobie już długo. Ale zwykle odnajdywałam milion wytłumaczeń, żeby tego jednak nie robić. A bo to zdjęcia do edycji, a bo to obiad do ugotowania, a bo to przecież jestem taka zapracowana i nie mam czasu. Miliony czasem drobnych czasem większych „problemów”. Ale wiecie co, postanowiłam wziąć byka za rogi. Może dlatego, że naczytałam się ostatnio różnych motywacyjnych blogów i książek. I gdzieś w tym wszystkim dotarło do mnie bardzo jasno, że to wszystko z zupełnie innego powodu. (Rozumiecie, że potrzebowałam do tego dużo czasu i sporej ilości książek, co pewno nie świadczy o mojej bystrości. Trudno (joke)

Więc jaki mam problem? Ja się po prostu ciągle czegoś boję….
Oczywiście, nie na zasadzie zagrożenia życia i panicznego strachu. Ale ciągle się boję, że ….no właśnie.

Obawy. Jak pomyślę, mam ich tak dużo, że sama nie wiem, od czego chcę zacząć.

Po pierwsze, chciałabym, żeby wpisy na blogu miały dla Was wartość. Żebym w jakiś sposób Wam mogła pomóc. (Wcale nie dlatego, że jestem taka wyjątkowa, bo absolutnie nie jestem). Ale gdzieś tam w środku wiem, że opowiadając Wam tutaj różne historie, albo zwracając Wam na pewne sprawy uwagę, mogę Was na coś przygotować.

Czego się boję? Że tematy będą zbyt infantylne, że sens w nich będę odnajdywała tylko ja. Że nikomu z Was to nie będzie potrzebne, że stracę czas (i szacunek, wasz i swój  Ale wiecie co, dopóki nie spróbuję, nigdy się nie dowiem czy to ma sens.
No i wszystkiego się niestety nieWYBOJĘ na zapas. Niestety? Stet? Czarne scenariusze, mam nadzieję, nie będą się zawsze sprawdzały. (Tak, do zeszłego roku byłam zdecydowanie większą optymistką, niż jestem teraz). Ale, nie mogę się ciągle wszystkiego bać: że się nie uda, że się ośmieszę,(nie jeden raz już to zrobiłam), że coś co robię nie będzie miało sensu, że to na nic, że ….. Oszaleję.

Czyli co mogę a czego nie mogę? I czemu szukam pozwolenia.

Wiecie, powiem Wam szczerze, że nie wiem. Bo przecież, mogę co tylko chcę (dopóki nie zapomnę, żeby nakarmić koty, mogę robić co chcę). I nie potrzebuję niczyjego pozwolenia (dorosłość ma jednak jakieś plusy!).
Dlatego, jedyne co mi teraz pozostaje, to zasypać Was tutaj konkretami. Od przyszłego tygodnia ruszają więc moje wpisy z zakładki „ślubna środa”. W pierwszej kolejności postaram się Wam opowiedzieć o mojej fotografii i moim sposobie fotografowania. Bo to wszystko składa się na całość. Całość mnie i mojej fotografii.

Trochę się tego wszystkiego nie mogę doczekać. Ale też trochę się jednak boję …. (niby joke, a jednak nie)
Dlatego, trochę głośniej, mówię do siebie samej NIE BÓJ SIĘ.
Do środy!

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This