ONE LITTLE WORD

Na przełomie tego roku (czyli prawie miesiąc temu!), postanowiłam zrobić coś, czego do tej pory nie robiłam, a co już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie(i nie jest to skok ze spadochronem!)
O pomyśle, na słowo, które towarzyszy nam przez cały rok, usłyszałam po raz pierwszy na blogu Kasi z WORQSHOP.PL Na tego posta Kasi, niezwykle kreatywnej dziewczyny, której blog dostarcza ogromnych ilości inspiracji i pomysłów, trafiłam kiedyś przypadkiem, poszukując informacji o bullet journalu i już zostałam. Zobaczcie jej stronę koniecznie, jestem pewna, że znajdziecie tam coś dla siebie.

ONE LITTLE WORD

W różnych miejscach trafiałam na wzmianki o ONE LITTLE WORD, który Kasi towarzyszy już od kilku lat. Ta myśl, ten pomysł spodobał mi się bardzo, ale jakoś tak wcześniej nie było mi z nim po drodze. Najwidoczniej wtedy to nie był mój czas. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Pewne sprawy/tematy potrzebują po prostu odpowiedniego momentu.
I on nadszedł jakiś czas temu.
W zasadzie słowo, znalazło mnie samo. Myślę, że wyszukało mnie w tej ciszy ( choć nieplanowanej i bolesnej), to jednak w ciszy z samą sobą.

 

O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI?
O całej idei, przeczytacie fajnie np. u Kasi, albo Ali Edwards, która zapoczątkowała akcję ONE LITTLE WORD .
W największym skrócie chodzi o JEDNO MAŁE SŁOWO, które Ci towarzyszy. Słowo wybierasz sam (albo ono wybiera Ciebie).
Takie słowo motto. Dla mnie, takie okolice nowego roku to wręcz idealny czas, żeby sobie takie słowo wybrać. (Osobiście uważam, że ramy czasowe nikogo nie muszą ograniczać). Więc ja próbuję z tym słowem. Bo wierzę w magię słów. I w dobre nastawienie. Takie trochę pomimo wszystko.
Dla mnie TO słowo, to pewien skrót, myśl, drogowskaz. Taki osobisty „przewodnik” na najbliższy czas. Coś, co chcę, nie muszę.
Nie wiem, jak u Was z noworocznymi postanowieniami. Od dawna ich nie lubię. Raczej nigdy na mnie dobrze nie działały (zresztą ostatni czytałam świetny artykuł jak bardzo okolice nowego roku nie powinny być czasem do podejmowania przełomowych decyzji). Więc w tym roku, planuję bardziej punkty, do których chce się zbliżyć. Mniejsze kroki. A nad nimi wszystkimi na ten rok, jaśnieć będzie jedno słowo.

LIGHT

Dosyć banalne, szczególnie, jak na fotografa korzystającego ze światła naturalnego, ale pokochałam je całą sobą! Jest już ze mną jakiś czas, mam nadzieję, że zostanie na dłużej.

Light, jako światło, jako jasność. Światło, które rozświetla mrok i pokazuje punkt do którego chcę się zbliżyć. Ale to light, to  dla mnie prostota, naturalność i lekkość. To też poszukiwanie światła we mnie, oraz odrzucenie tego, co prowadzi nie-koniecznie-do-jasności.

To światło wpisuje się także w koncepcję minimalizmu, który wprowadzam w tempie żółwia i z dość dużym bólem, ale na razie ograniczam się tylko do ograniczenia zdobywania nowych rzeczy.To słowo odnosi się do prawie wszystkich aspektów mojego życia, i dla mnie ma moc, która po cichutku mi pomaga. To wystarczy.

 

*Wybrałam je w języku angielskim, bo ma więcej znaczyć i przez to wydaje mi się jeszcze jaśniejsze. Uh, Fajniejsze.

EDYCJA: Mam kubek ze swoim słowem. Żebym nie zapomniała !

 

Pin It on Pinterest

Share This