MIESIĄC POD HASŁEM: UMARŁAM Z CIEPŁA I POWSTAŁAM. W zasadzie to tyle. Sierpień był niezwykle ciepły, i szybki. Wręcz ekstremalnie szybki

CZUJĘ SIĘ rozproszona. Ostatni czas jest napięty jak struna, a mimo wszystko wiele spraw wciąż przegrywa ze snem 😉

Some days are heavier…. Peace and love to all… . . . . #domowehistorie #hearts #love #serca

A post shared by Judyta Marcol (@judytamarcol) on

 

SŁUCHAM vlogów/podcastów i wszystkiego o minimalizmie. Potem rozglądam się po mieszkaniu, uświadamiając sobie, jak bardzo minimalizm jest mi odległy. A jak bardzo bym chciała, żeby jednak taki nie był. Więc znowu włączam jakiś podcast i słucham …i obiecuję, że jesienią, to już na pewno.

CHCIAŁABYM żeby jednak jeszcze wróciło lato.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA wszystkie sesje i wszystkich ludzi, z którymi przyszło mi ten miesiąc dzielić. Tutaj np. uśmiechnięta Zuzia 🙂

PRACUJĘ NAD …. zdjęcia, zdjęcia zdjęcia. NIE/monotonia sezonu ślubnego 😉 Między innymi nad morskimi kadrami!

CIESZĘ SIĘ, bo nadchodząca jesień jest pełna tak pięknych rzeczy/spraw/sytuacji, że nie mogę się doczekać

CZYTAM … po tragicznym romansidle, wróciłam do kryminałów i powieści, w tym pierwszy raz zetknęłam się z JOJO MOYES … Już po okładce, wiedziałam, że będę wyła jak bóbr .. No i wyłam. Najpierw nad powieścią z koniem, potem z gorylem (już inny autor) .. Po wylanych łzach i milionach chusteczek pod poduszką, wróciłam do śmiertelnych kryminałów.

UWIELBIAM koktajle. Moja miłość nie przechodzi. Mieszam wszystko, (czasem tylko 3 składniki, czasem jeszcze więcej). Eksperymenty wychodzą na razie, na szczęście zjadliwie 😉

Chociaż kolory tych koktajli są czasem tak strasznie niefotogeniczne, że uh…….

Na zdjęciu: borówki, banan, szpinak i burak. No i woda. A na górze, domowa granola i nasionka chia.

UCZĘ SIĘ … no tego minimalizmu. To znaczy … przyswajam go. Oswajam go. I na razie obchodzę łukiem. Tak się sobie przyglądamy i mierzymy, trochę jak byki na ringu. Na razie ten minimalizm przegrywa z brakiem czasu/potrzebą posiadania/radością zakupów. Ale jesień … jesień będzie przeznaczona na minimalizm… Ps. Już widzę minę Dominika, kiedy to przeczyta. Okej, świadomie wkładam ci oręże do walki w ręce 🙂 ale używaj rozważnie 😉

OGLĄDAM… pewnego wybornego szefa kuchni, który drze się po ludziach. Ale tak to leci sobie w tle i tylko co jakiś czas podglądam, co tam na talerzach ląduje. I zazdroszczę ludziom kulinarnych talentów. Ale jesienią też je w sobie odkryję na nowo. Tak przynajmniej planuję

CZEKAM NA …. koniec września, bo zapowiada się pewien magiczny wyjazd z magicznymi ludźmi!

 

ODKRYŁAM a w zasadzie odkrywam drogi do minimalizmu … Punkt numer jeden …nie kupuj nowych rzeczy! Uwierzycie, że z IKEI wyszłam absolutnie TYLKO z tym, co zapisałam na kartce? Ani jednej rzeczy więcej. Ani pół. Byłam z siebie szalenie dumna. (Ps. Musze Wam dodawać, że na liście nie było 3 rzeczy tylko 9, ale …. i tak …)

Ps. Odkryłam też, że nadal mówię lewą dłonią do ludzi. Z tyłu wygląda to słabo, ale przysięgam, że oprócz tej (morderczej) ręki, na twarzy miałam uśmiech! A reportaż z cudnego dnia Magdy i Wojtka już niedługo!

NAJBARDZIEJ MI ŻAL wakacyjnych wolnych miejsc parkingowych ….

NAJBARDZIEJ SIĘ CIESZĘ bo sierpień, wypchany do granic, okazał się łaskawszy niż myślałam.

 

 

Poprzednie wpisy zobaczycie tutaj: LIPIEC, CZERWIEC, MAJ, KWIECIEŃ, MARZEC

Pin It on Pinterest

Share This