O sesji w polach lawendowych marzyłam od dawna! A, że ciągle powtarzam, że moje pary pozwalają mi spełniać moje marzenia, ta urocza dwójka, zabrała mnie właśnie w lawendę! Dziękuję!

Zresztą, w sekrecie Wam powiem, że nowe nazwisko Moniki, będzie się rymowało ze słowem lawenda (jeśli szukacie tematu przewodniego na Wasze wesele, czasem mogą Wam przyjść do głowy niezwykłe połączenia!). Więc sesja w lawendzie była nam w jakiś sposób przeznaczona.

O co chodzi z tą lawendą? Czemu te sesje są aż takie wyjątkowe? Bo po pierwsze, nie jesteśmy południem Francji, gdzie lawendowe pola położone są na hektarach i u nas takich miejsc trzeba szukać. Po drugie, pięknie wyglądająca lawenda to szalenie krótki okres czasu! Ale pod Krakowem ( i w kilku innych miejscach Polski też) znajdują się takie pola! I w tym roku, udało nam się zgrać terminy i szczęśliwie wylądowaliśmy w Ogrodach pełnych lawendy.

Słowa „szczęśliwie udało nam się tam wylądować” mają strasznie szerokie znaczenie: po pierwsze terminy (lawenda kwitnie kiedy rozpoczyna się już sezon ślubny), po drugie pogoda, która w tamtym czasie płatała psikusy, po trzecie zgranie terminów i dotarcie na czas na miejsce. No i burza! Najbardziej żałuję, że nie nagrałam sobie filmu z drogi w te pola, i widoku piorunów i grzmotów! Jakimś szczęśliwym trafem, jednak nie zawróciłam (a jeśli chodzi o burze, to jestem strasznym cykorem!), dojechałam na miejsce i uśmiechnęłam się pod nosem, bo burzowe chmury rozgoniły tłumy! I przy zachodzie słońca, który trochę niestety schował się w chmurach, mieliśmy pole prawie dla siebie! I to też było wyjątkowe.

A po tym wstępie, mogę Wam opowiedzieć o tej dwójce! Spędzili kilka godzin w samochodzie, żeby dotrzeć na czas! W samochodzie też się przebierali, kiedy już dotarli na miejsce. (dokładnie przebierała i zakładała tę przepiękną sukienkę, Monika).

Nie mogłam sobie wyobrazić w tamtym miejscu innej pary! Ich stylizacja była idealna! Kremowa, długa sukienka Moniki i delikatny -oczywiście- lawendowy wianek, to zawsze dobry pomysł na sesję narzeczeńską! No a Bartek? Mocny kolor spodni, i marynarka, to mój absolutny hit tego sezonu! Bartek, wśród moich przyszłych Panów Młodych, jesteś w czołówce stylizacji!

W przypadku Panien Młodych, takiej top listy nie prowadzę, bo wszystkie wyglądają obłędnie!

Ale wracamy do Moniki i Bartka. Bo Oni oprócz pięknego ubrania, mają także piękne dusze! i już się nie mogę doczekać, żeby spędzić z nimi więcej czasu i poznać ich lepiej! Uwielbiam przebywać z ludźmi, którzy potrafią się tak uśmiechać jak ta dwójka! I którzy mają w sobie taki „urok bycia we dwoje”. No i do tego ta lawenda.

Gdybyśmy nie mogli realizować sesji w lawendzie, zabrałabym ich tam, pod ten stary dom (stodołę), ze zdjęcia poniżej. Uwielbiam takie miejsca!

 

Ten prosty, maleńki lawendowy bukiecik pachniał obłędnie!      

Można uwielbiać swoje pary? Można! Uwielbiam całkowicie!

Za tę swobodę i urok. Za naturalność i ten uśmiech!         

To nie tak, że mi się Bartek w kadrze nie zmieścił …przysięgam, że to było zamierzone 😀 Do tego wyszło super!  

Absolutnie jestem zakochana i w tych roześmianych i uśmiechniętych kadrach, i tych trochę bardziej romantycznych. Miks miks miks!    

Niewiele osób może to powiedzieć : „tańczyliśmy w lawendzie”. Oni mogą. Szczęściarze!

Ostatnie minuty, w zasadzie prawie już po zachodzie słońca, tylko dla nich … Idealne zakończenie dnia!

 

Pin It on Pinterest

Share This