wakacje-2-7

Dotarłam ostatnio do skały. Wyrosłą przede mną nagle i niespodziewanie. Zbudowana z kilku ciężkich słów.

Skała, wydawała mi się tak gigantyczna, taka nie do przejścia, że na chwilę pod nią usiadłam. I tak zostałam.

W cieniu. W chłodzie słów dźwięczących w uszach. Dałam się ponieść ponurości, wilgoci i mroczności. Zrobiłam kilka kroków do tyłu. W dodatku we mgle. I trwałam tak zdecydowanie zbyt długo.

Siła słów. Które depczą spokój ducha i wrażliwość.

Na szczęście pod tą skałą nie zostałam sama. Jak promyki po burzy pojawiły się dobre i ciepłe słowa. Wróciła wiara we własne siły… Inaczej myślę, że mogłabym tam obrosnąć mchem.

Za optymizm. I radość.

Dziękuję.

Czasem, po prostu, nie warto.

Pin It on Pinterest

Share This