Mogę wam to powiedzieć. Makaroniki. To jest właśnie moja prawdziwa miłość! Przepyszna i przecudowna. Czy ktoś z was jeszcze nie próbował?

Te cudeńka, te malutkie, przepiękne cudeńka … uwiodły mnie kilka lat temu. Przeglądałam wtedy fotografie z Paryża, i tam gdzieś, trochę po drodze pojawiły się ONE. Małe, kolorowe MAKARONIKI.
Wyobrażałam sobie ich smak. Baaardzo długo wyobrażałam sobie ich smak. Aż kilka lat temu wreszcie mogłam je skosztować.
W Paryżu. Klasycznie, co? Jak próbować, to już tych najlepszych. Najbardziej znanych, i oczywiście najdroższych… Tych podobno najsmaczniejszych.
Ale wiecie co? Te za którymi staliśmy w kolejce, za które zapłaciliśmy jakąś kosmiczną kwotę, te, które reklamuje kolor zielony …. rozczarowały mnie. Szalenie mnie rozczarowały.
Ja oczekiwałam fajerwerków … a tutaj … słabe, smakujące bardzo sztucznie i prawie tak samo….. Miałam prawie pęknięte serce.
Dlatego kilka dni później, kiedy Dominik nie mógł znieść mojego marudzenia o rozczarowaniu, kupiliśmy tańszą, sklepową wersję makaroników. I wiecie co? Były pyszne! Kolorowe, delikatnie chrupiące, z ciągnącym się środkiem. O różnych smakach i zapachach. Prawdziwych! Przestałam się gniewać. Po tych kilku dniach, pokochałam je na nowo.

A w niedzielę dostałam taki mały pakunek! Ps. Ja też uważam, że w urodziny, nie tylko solenizant powinien może dostawać prezenty! (Coś o tym wiem, bo w MOJE URODZINY, wy wszyscy też dostajecie prezenty! I nie mam nic przeciwko!Dlatego Pani Basiu, jeszcze raz dziękuję!)
Makaroniki ze zdjęć, zrobione zostały przez niezwykle zdolną Panią Gosię (kto śledzi mój profil na instagramie, może zobaczyć VEGAŃSKI tort, w kształcie aparatu!). I pobiły na głowę wszystkie makaroniki, jakie jadłam w życiu! Tym samym, sprawdza się zasada, że szukamy daleko, a najlepsze jest właśnie pod nosem. I (nie zdradzam tutaj żadnej wiedzy tajemnej, ale czuję się właśnie jak jakiś mędrzec!) zasada ta dotyczy nie tylko makaroników!
Ps. Nawet sobie nie wyobrażacie, ja długo można się rozkoszować tym cudem! I ile razy można go ugryźć, żeby pozostawić sobie na dłużej tę przyjemność ….
Ps.2. Jak dobrze, że Pani Gosia nie mieszka po drodze do pracy, bo aż boję się myśleć, ile razy  tygodniu jadłabym te maleństwa.
Ah, makaroniki, obłędne makaroniki …..

 

 

MAKARONIKI_0004

Pin It on Pinterest

Share This