Zeszły rok, z wielu powodów był dla mnie morderczo mało czytelniczy. Czytałam bardzo mało, i bardzo lekko.

W tym roku (teoretycznie nie mam żadnych postanowień noworocznych, ale) z czytaniem idzie mi ostatnio całkiem dobrze. (Wiem, wiem, każdy mol książkowy stwierdzi, że kilka książek na miesiąc to jednak dramat a nie powód do dumy, ale jak na posuchę 2015 jest dobrze) Wydzieram więc ukochanemu snu cenne minuty/godziny. Poranki bywają cięższe, ale czytam. Wszyscy wiemy, że warto.

Absolutnie polecane:
* Ken Follett „Upadek gigantów” – grube, więc zapewni wam rozrywkę na kilka wieczorów/poranków; zaangażuje wasze szare komórki, i nawet nie zwrócicie uwagi, kiedy będziecie kończyć pierwszą część
* Stieg Larsson (Millennium) „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” –pierwsza część trylogii, po którą sięgnęłam po zobaczeniu filmów (w zasadzie widziałam dwie wersje :  N.A. Opleva i D. Finchera (Dziewczyna z tatuażem). Jeszcze mi się nie zdarzyła niespodzianka, i zdecydowanie, książka lepsza niż film.
* Ks. Jan Kaczkowski „Szału nie ma, jest rak” –  zupełnie inna historia, po której nabierzecie trochę dystansu do banalnych problemów codzienności. Choć trudna, cudownie się czyta. I śmieje. I płacze. I modli. Dużo mądrych słów, niezwykłego humoru i gorzkiej oceny ludzi. (Polecam też pierwszą część „Życie na pełnej petardzie” i najnowszą, na którą czekam „Grunt pod nogami”.)
Z rozczarowań, „Dziewczyna z pociągu”, bo nastawiłam się na coś lepszego. Ale i tak można przeczytać. Szybko.

Ah! Styczeń upłynął mi także na słuchaniu w ogromnej mierze polskiej muzyki. Jedno z największych moich zaskoczeń, Marika (z której twórczością nie było mi wcześniej po drodze).
„A jeśli to ja zalepić mam ten świat
Wystarcza mi dwie ręce
Miłość zabierze samotność
Miłość, ona zabierze strach”

Pin It on Pinterest

Share This