Mama była przygotowana. Bardzo. Na stoliku obok, czekały sukienki, różdżki, magiczne skrzydełka, spódniczki, aureolki, i szereg innych uroczych dodatków.
Natomiast Maja … Maja miała swój plan. Jej plan nie przewidywał zakładania czegokolwiek innego, niż to, co miała na sobie. Ot, po prostu, ona ubrała się rano i nie miała zamiaru zmieniać swojego wizerunku. Mogliśmy prosić, prosić bardziej, prosić jeszcze mocniej … Najpierw prosiła mama, potem prosiłam ja, na końcu, prosił tata.
Potem prosiliśmy jeszcze bardziej, i bardziej i bardziej…. Maja pozostała nie wzruszona. Nawet obietnica spaceru nie zdołała wiele wskórać. No cóż. Ja też uważam, że sukienka była piękna i wystarczyła na całą sesję! (Najbardziej żal było chyba mamie)
Ah! Nie. Przecież Maja na kilka sekund założyła spódniczkę tutu. I pokazała, jak wychodzi z progu Żyła… albo Stoch, no albo i Małysz. W zasadzie mało ważne kto dokładnie. Spódniczka, po krótkiej chwili wylądowała na kolanach u taty, a sama Maja wymeldowała się z tła i zajęła swoimi bardzo ważnymi sprawami w swoim magicznym kąciuku z zabawkami. A potem to już zjedliśmy wszyscy pyszny obiad i zwiedzili plac zabaw…
Przed wami rezolutna, uśmiechnięta i przeurocza dwuletnia Maja.

Ps. Za literki z napisu, bardzo dziękujemy cioci Bogusi.
Ps.2. Tak wygląda pokój, kiedy ja w nim urzęduje. Najważniejsza uwaga : sprzątam po sobie!
2014-03-13_0034

Pin It on Pinterest

Share This