To było pierwsze wesele w tym roku, na którym byliśmy jako goście. I pierwszy raz (z powodu upału) wyciągnęłam aparat dopiero na sali. Klimatyzowanej.

Wiecie, że wczoraj do mnie dotarły różnice między weselami prywatnymi a tymi na których robimy zdjęcia.
W zasadzie mam 2 takie główne różnice. Oczywiście z mojego osobiście babskiego punktu widzenia!
Po pierwsze mogę spać długo i nie nastawiam budzika.
A po drugie… A po drugie mogę mieć buty na obcasie.
Dziwne? Wiem, ale jako człowiek niskiego (ale idealnego !oczywiście!) wzrostu, prześladuje mnie mania „podłogowej niskości”.
Wiecie, w każdym tłumie zawsze stoi przede mną ktoś wyższy, kto mi wszystko zasłania; spodnie zawsze są „troszkę za długie”; w półkach wszystko zawsze jest na odległość, która wymaga przyniesienia krzesła itp. I na wszystkich weselach, mam zawsze wygodne, płaskie buty. A wszystkie PANIE mają takie piękne obcasy. Tak, zwracam na to uwagę. Ogromną. Każdy ma swój fetysz, dlatego drogie panie, jeśli zauważycie, że przyglądam się waszym stopom – nie bójcie się! To z ciekawości i babskiej zazdrości, że wasze nogi wyglądają pięknie… a moje? A moje już mniej 😉

Więc obcasy. Szpileczki. Wysokie. Kosmicznie wysokie. Kosmicznie niewygodne (zazwyczaj). Takie, w których można chodzić tylko PO-WO-LI!
Ah! NA to wrześniowe wesele Łukasza i Pauliny, właśnie zamierzam takie zakupić. Takie mordercze.
Tym razem były wygodne. Nie mordercze. I różowe. Bo znalazłam idealne, ale ideały miały rysy, a pani ekspedientka nie miała zamiaru obniżyć ceny. Więc ideały pozostały na wystawie. Ale gdzieś tam na mnie czekają moje wysokie i piękne szpilki. Jak śpiewa Reni : Kiedyś Cię znajdę…

2013-07-27 dress

I dla was kilka zdjęć. Świeżutkich. Nowych.
Nowej mnie!
Fryzurę zawdzięczam Kasi Szewczyk, która nie tylko wysłuchała moich pomysłów, ale przede wszystkim doradziła i wykonała to, co mi obiecała!
Ps. Myślę, że Kasia była dumna ze mnie w sobotę, kiedy ze stoickim spokojem patrzyłam jak odcina moje włosy!
Decyzja uwolnienia głowy od włosów była najlepszą, jaką w ostatnim czasie podjęłam! Czuję się w „nowej głowie” wręcz cudownie.
Kasiu, jeszcze raz dziękuję! Tak jak powiedziałaś, już mam milion pomysłów, co zrobimy następnym razem!

Więc pani fotograf w nowych włosach i na urlopie, wygląda tak!

nowa ja

ja

I pan fotograf na urlopie, (w swojej własnej krótkiej fryzurze), wymęczony koniecznością szaleństw parkietowych, i komarami, i ciepłem, i pysznym jedzeniem, i …

pan fotograf

Jako, że wesele rodzinne, to i rodzina 😉 Dla porównania, zdjęcie z zeszłego roku! My się nic nie zmieniamy, co? Tylko te moje włosy, żarówiaste!

My

Miłego tygodnia! I trochę chłodu!

Pin It on Pinterest

Share This