Dzisiaj zaczynamy nową serię na blogu. Kogo nie będzie interesować, może pominąć i nie zaglądać na stronę w soboty.
Okej?
I właśnie teraz rozpoczynamy post nawiązujący do tytułu:

I know You know I love …

czyli w bardzo wolnym tłumaczeniu w wykonaniu judytki : Ja wiem, że wy wiecie, że ja kocham ….. i tu będą się pojawiać historie opowiadające wam o mnie. Tytuł postu i kategoria jest taka przewrotna, bo przecież gdybyście wiedzieli o mnie wszystko nie musiałabym tutaj nic pisać… Przewrotnie przewrotne. Rozumiecie. Wiem, że rozumiecie.
Tak wiem. Ten wstęp nie był konieczny, bo każdy z was by się domyślił, o co chodzi. Ale. Ale należę do tej grupy, która jak sobie coś postanowi, to musi już to COŚ zrobić. No więc musiałam.

I know You know I love …

WATĘ CUKROWĄ

Jest na pierwszym miejscu. Nawet przed czipsami. Jeśli jeszcze nie wiecie, jak bardzo uwielbiam te paskudne, tuczące, niezdrowe, kalorycznie morderczo małe, smakowite, słone przekąseczki …. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak bardzo uwielbiam watę cukrową….
Gdybym mogła jeść tylko jedną rzecz na świecie. nie wahałabym się. Ani minuty. No może pół. Bo do końca życia jeść tylko to… musiałabym przemyśleć jednak, ale…

Ale wata cukrowa

2013-06-07_0008

To jest chyba jedno z pierwszych zdjęć, jakie zrobił mi dominik, poza szkołą. Na spacerze. Gdzieś na zakończenie pierwszej wspólnej zimy.

Oczywiście z watą!
Wata cukrowa zamiast głowy? Bardzo kreatywnie, co?

Ha.Ha.Ha.Don’t judge me. Pisałam już o przebłyskach swojego geniuszu, więc…

Wracam do samego faktu istnienia waty cukrowej.
Mała chmurka (lepsza niż pianki i żelki). Chmurka. Prosto z nieba.
Chmurki kojarzą mi się z moim geniuszem. Absolutnie.
Otóż pewnego dnia, jedząc watę, dotarło do mnie, że dopóki nie zmoczę swoich własnych palców (oblizywaniem ich), watę można zjeść bez lepkich łapek. Wiedzieliście? Wpadłam na to kiedy miałam może 6, może 7 lat? Tak mi się przynajmniej wydaje. Uważam, że jest to przebłysk geniuszu. Przynajmniej dla mnie był wtedy. To odkrycie w znaczącym stopniu wpłynęło na jakość mojego życia. Przestałam musieć wybierać, czy zjeść watę (przepyszną), czy mieć czyste ręce. Szczęście sięgnęło zenitu!

I jeszcze drobna kwestia odnoście waty.
Wiecie, że istnieją takie małe maszynki do jej robienia?
Istnieją. Naprawdę.
Są małe, i pozwalają wam przyciągnąć chmurki do siebie. I jeść chmurki. Chmurki. Chmurki. Chmurki….

Bez ograniczeń. Sami sobie zrobicie chmurkę. Dużą, małą, ogromną. Jedną, drugą … I tak nie przerwanie, niekończące się chmurki… Chmurki, Chmurki…
Czemu jej nie mam jeszcze? Z powodów zdroworozsądkowych. Zbyt duża ilość cukru w organizmie podobno szkodzi. (Nie potwierdzam tej teorii. Być może jeszcze nigdy nie przedawkowałam cukru. A to znaczy tylko tyle, że poprzeczka mojej przyswajalności słodkości jest o jakieś 90% wyższa niż przeciętnych ludzi. Tak. Lubię słodkie. Bardzo. Za bardzo. A watę w szczególności. Jak już wiecie. Watę cukrową.
Moja słabość. Biała. Różowa. Niebieska. Z cukru.
Wata. Wata cukrowa. Wata.
Ah!

Cudnego weekendu! Najlepiej z ogromną watą cukrową.

Do usłyszenia!

Pin It on Pinterest

Share This